Życie na krawędzi

Borderline

Page 2 of 22

Terapia borderline

Dzisiejsza sesja bardzo udana. Spotkanie było naprawdę bardzo miłe. Z początku obawiałam się reakcji terapeutki na ostatniego sms-a w którym pisałam o swoich spostrzeżeniach i powodach mojej blokady na terapii ale niepotrzebnie. Podeszła do tego profesjonalnie. Przez cały tydzień przygotowywałam się do tej rozmowy. W końcu zaczęłam swoje przemówienie. Mówiłam, mówiłam i jeszcze raz mówiłam. Po wszystkim przeszłyśmy na ty. I co najważniejsze, przez całą rozmowę utrzymywałam kontakt wzrokowy. A buzia mi się prawie nie zamykała. Były momenty ciszy, które powodowały wzrost napięcia emocjonalnego ale skutecznie się go pozbywałyśmy. Poruszyłyśmy różne tematy, począwszy od syna, mojej ewentualnej dalszej kariery, szkoły po męża i seks. Jestem w szoku, że tak dobrze nam się rozmawiało. Blokady puściły. Nigdy nie zdarzyło mi się z takim bananem na twarzy wychodzić z gabinetu. Jestem cholernie dumna z siebie. Dałam radę.

Kolejny etap za mną

Czas podomykać pewne sprawy. Dziś wybieram się do byłego już zakładu rozliczyć się z dotychczasowego sprzętu, ubrań służbowych itd. Czy żałuję?! Nie. Pierwszy raz w życiu nie. Decyzja o odejściu była świadomą decyzją. Nie nadawałam się do tej pracy. Nie potrafiłam się w niej zaklimatyzować. Z każdym dniem czułam się gorzej. Objawy wegetatywne zwiększały swoje natężenie, uniemożliwiając mi tym samym wykonywanie swoich obowiązków służbowych. Praca tam to jeden wielki stres. Sądzę, że podjęłam słuszną decyzję. Teraz pozostało poszukanie czegoś nowego, czegoś w czym się odnajdę.

Ciągle to ale…

Kolejny spokojny dzień. Z mężem coraz lepiej układa się. Ostatnie dni zbliżyły nas do siebie jak nigdy. Niby jest super i człowiek chciałby trwać w tym na wieki ale… No właśnie to ale… Ta bliskość mnie przeraża. Zaczynam dusić się i pragnę wyluzować. Robi się zbyt blisko i mam ochotę uciec. Potrzebuję go a jednocześnie chcę samotności. Nie umiem bez niego żyć i jednocześnie z nim być. Nie rozumiem tego. Paradoks.

Poszukiwania pracy

Czas na poszukiwanie kolejnej pracy. Z poprzednią mi nie wyszło. Nie byłam do nie stworzona. Nie szło mi tak jak trzeba, a zresztą nie podobała mi się. Męczyłam się tylko w niej. Czas na coś nowego, lepszego. Czy się uda?! Czas pokaże. Niby mnóstwo ogłoszeń jest, także napewno znajdę coś odpowiedniego dla siebie.

Cudownie

Wczorajszy wieczór i noc była najwspanialszą w moim życiu. Kolacja w restauracji, szampan w pokoju i cała noc przed nami. Bliskość, czułości, głębokie patrzenie w oczy. Namiętność. Totalna magia. Nowe, nieznane odczucia. Na nowo uczę się siebie i swoich doznań. Poznaje siebie kawałek po kawałku, zatrzymując to co najlepsze w pamięci. Ekscytujące wrażenia. Wczorajszej nocy zakochałam się ponownie w swoim mężu. W jego spojrzeniu, dotyku, zachowaniu. W całym nim. Zapomniałam jakie to wspaniałe uczucie „kochać i być kochanym”. Brakowało mi tego. Zrozumiałam też, że prawdziwa miłość jest w stanie przetrwać wszystko. Że to właśnie ona daje napęd do życia. Dzięki miłości jesteśmy w stanie przenieść każdą górę i to co niemożliwe staje się możliwe. Trzeba tylko chcieć i wierzyć a wszystkie ograniczenia znikną.

Rozmowa

Mam za sobą długą rozmowę z mężem. Ciężko było. Łzy się polały. Powrót do przeszłości i zdarzeń które spowodowały ból. Mnóstwo żalu i złości się pojawiło, ale doszliśmy w końcu do porozumienia. Postanowiliśmy dać sobie jeszcze jedną szansę. Postaramy się naprawić tą relację. Oddzielamy przeszłość grubą kreską i zaczynamy wszystko od nowa, z czystą kartką. Teraz czeka nas długa praca by ponownie sobie zaufać, zaakceptować czy wykazać zrozumienie i wesprzeć. Na nowo musimy nauczyć się rozmawiać i słuchać siebie nawzajem. Mam nadzieję, że tym razem się uda. Kocham go i nie wyobrażam sobie życia bez niego.

Źle, bardzo źle

Czuję się źle, bardzo źle. Smutek i łzy w oczach. Potok łez. Płyną kap kap. Nie mogę ich zatrzymać. Rozrywający ból w sercu. Bezsilność. Nie potrafię sobie poradzić. Chaos myśli w głowie. Emocjonalny armagedon w duszy. Tak naprawdę nie potrafię nawet nazwać tego co czuję w tej chwili. Życie mi się wali. Najpierw utrata pracy a teraz męża. Jestem załamana. Kolejna osoba chce mnie opuścić. Jestem beznadziejna. Jestem zwykłym bezużytecznym śmieciem. Nikomu nie potrzebnym zbędnym balastem. Ileż jeszcze muszę przejść i wycierpieć by zaznać w końcu szczęścia?!

Wszystko się pieprzy

Coraz częściej mąż myśli o rozstaniu. Wczoraj mi to zakomunikował. Jest między nami źle od dłuższego czasu. Ale ja nie potrafię bez niego żyć. Nie wyobrażam tego sobie. Ja wiem że między nami się nie układa i to od paru dobrych lat. Ale nie umiem tego od tak przekreślić. Tak naprawdę wszystko nas dzieli. Jest między nami przepaść. Oddaliliśmy się od siebie o miliony lat świetlnych. Nie umiemy ze sobą rozmawiać, a co tu mówić o zwierzaniu. Żadne z nas sobie nie ufa, nie okazuje zrozumienia ani się nie wspiera. Każdy z nas jest przepełniony ogromnym żalem i bólem w stosunku do drugiej osoby. Wiem, że sytuacja nie wygląda najlepiej, ale mam w sobie małą iskierkę nadziei że da się to uratować. Że to nie tak miało być i się skończyć. Sądzę że warto to ratować chociażby ze względu na syna. On nie jest niczemu winien a najbardziej na tym wszystkim ucierpi. Czuję się strasznie winna zaistniałej sytuacji. Ten cały rozpad małżeństwa to moja wina. Jak zwykle musiałam coś spieprzyć. Mam wrażenie, że border zniszczył mi życie. To nie dar, to przekleństwo i wyrok.

Spokojniej

Po wczorajszym dniu doszłam w końcu do siebie. Samopoczucie w miarę stabilne, bez większych wahań nastroju. Myśli w głowie chwilowo uspokoiły się. Nastała pustka i kompletny bezsens życia. Nicość. Zastanawiam się nad swoją sytuacją, staram się spojrzeć na nią realnie. Jest ciężko. Czuję się jak w potrzasku. Mąż dał mi ultimatum, ale czy jestem w stanie temu sprostać?! Na tą chwilę nie znam odpowiedzi. Boję się, cholernie boję się że nie podołałam jego wymaganiom. Po części czuję się szantażowana. Zatracam pewną część siebie.

Koszmar

Moje życie legło w gruzach. Rozsypało się jak domek z kart. A wszystko przez tą cholerną książkę. Po co ja ją pisałam? Spieprzyłam sobie tylko tym życie. Mąż otworzył ją na komputerze i zaczął czytać. Nie wiem co przeczytał, ale jest źle, bardzo źle. Nawet powiedziałabym katastrofalnie. Tam była autobiografia. Mój pieprzony życiorys. Nigdy nie sprawdzał moich plików, a tu masz coś go podkusiło. Od razu usunęłam wszystko. Każdy dowód. Wkurw na maksa. Po wszystkim stwierdził tylko, że mam szukać sobie faceta i wyszedł z domu. I od tego momentu cisza, nie odzywa się do mnie. Moje małżeństwo zawisło na włosku. Jestem załamana.

« Older posts Newer posts »

© 2017 Życie na krawędzi

Theme by Anders NorenUp ↑