Życie na krawędzi

Borderline

Page 2 of 24

Terapia borderline

Kolejna sesja za mną. Niestety nie należała do przyjemnych. Było ciężko. Odważyłam się opowiedzieć terapeutce o swoich myślach i wewnętrznych przeżyciach. Musiałam zmierzyć się z ogromnym wstydem który temu towarzyszył. Ale udało się, pokonałam swoje słabości. W weekend pewna sytuacja uruchomiła we mnie duże pokłady autoagresji oraz nienawiści w stosunku do własnej osoby która trzyma mnie do dnia dzisiejszego. Moje samopoczucie jest poniżej zera. Nie potrafiłam skupić się na tu i teraz. Myśli krążyły wokół przeszłości. Na jic starania terapeutki, nie była w stanie mnie z tego wyciągnąć. To było zbyt silne. W niedalekiej przyszłości czeka mnie praca na wyobraźni, ale dopiero wtedy kiedy będę w lepszym stanie psychicznym. Cofniemy się z terapeutką do tego felernego dnia, tak abym mogła zmodyfikować swoje niekorzystne przekonania. Bym mogła się od nich uwolnić. Usłyszałam również słowa które wzbudziły we mnie złość i rozgoryczenie. Ale były prawdą. Prawdą której nie chciałam słyszeć, nie mówiąc już o zaakceptowaniu jej. Moje ego poczuło się zaatakowane. Starało się bronić, poprzez znużenie. Do końca sesji byłam śpiąca jak cholera. Mało pamiętam, co działo się po tych słowach. Uciekam w swój świat. Świat choroby. Oddalając się przy tym od rzeczywistości. I dobrze mi z tym wbrew temu że cierpię. Czuję się tam bezpieczniej mimo iż boli. Paradoks. Dużo czasu również poświęcam mojej wirtualnej rodzinie, co powoduje dystans do prawdziwych członków rodziny. Dostałam zalecenie aby przystopować i zacząć żyć w realnym świecie a grupę najlepiej opuścić. Niekorzystnie ona na mnie wpływa, bo ciągle skupiam się na tym co złe i bolące. Tak samo ma się rzecz z blogiem. Przykre to. Muszę się nad tym na spokojnie zastanowić i przeanalizować za i przeciw. Ogólnie sesja bardzo wyczerpująca psychicznie i fizycznie. Dostałam pracę domową. Mam napisać 50 rzeczy za które jestem wdzięczna. Ehh. Jak znajdę 5 to będzie dobrze. Trudne zadanie przede mną.

Znów ten gwałt po nocach mi się śni

Ojj ciężki, bardzo ciężki dzień. Emocje targają mną jak szalone. Pojawił się temat którego unikam jak ognia. Wyzwolił niechciane odczucia. Wspomnienia wróciły. Ból w sercu również. Nie daję sobie rady. To zbyt trudne. Mam ochotę zniknąć, zapomnieć. Ten gwałt… On jest przed oczami. Czuję go wyraźnie, czuję ten dotyk. Ten strach. Ból. Lęk. Wstyd. Upokorzenie. Wszystko naraz. To nigdy się nie skończy. To ciągle jest tak wyraźne jakby wydarzyło się wczoraj. Straciłam godność, szacunek do samej siebie. Czuję się jak dziwka, zwykła kurewka. Nic nie zrobiłam. Dałam przyzwolenie. Mogłam krzyczeć. Uciec. Zrobić cokolwiek. A nie zrobiłam nic. Rozumiecie? Kompletnie nic. To moja wina. Chcę się ukarać. Skrzywdzić. To tak boli. Chcę zagłuszyć ten ból. On rozrywa mnie na pół. Utraciłam swoją twarz. Patrzę na siebie w lustro z obrzydzeniem. Nienawiść eskaluje. Wewnętrzny krytyk nie daje odporu. Atakuje ze zdwojoną siłą.  Boże jak ja cierpię i nic nie mogę z tym zrobić. Jest mi źle, cholernie źle. 

Przemyślenia

Zaczynam uświadamiać sobie, że żaden mężczyzna nie jest mi do szczęścia potrzebny. Coraz częściej przelatują mi myśli po głowie odnośnie rozstania. Powoli dojrzewam do tej decyzji. Tylko jeszcze na to za wcześnie. Nie jestem gotowa. Ale przyjdzie moment że kopnę go w dupsko i zacznę w końcu żyć pełnią życia razem ze swoim dzieciaczkiem. Zaczynam dostrzegać błędy jakie popełniłam w swoim związku. Przede wszystkim to że poświęciłam się dla rodziny, zatracając przy tym siebie i swoje potrzeby, one odeszły na boczny tor. Liczył się tylko mąż i sprostanie jego oczekiwaniom. Wszystko robiłam dla niego, byłam na każde skinienie głową. Nie myślałam o sobie, to nie było dla mnie ważne. Ignorowałam siebie. A małżonkowi pozwoliłam na zbyt dużo. Traktowałam go jak Boga. Byłam wdzięczna za to że ze mną jest. Tak cholernie pragnęłam mieć koło siebie kogoś że nie liczyłam się ze swoimi uczuciami. Dlatego pozwalałam mu na krzywdzenie mnie, przymykałam oczy na jego wybryki. Cierpiałam w samotności zaciskając zęby. Ważne było tylko to by nie odszedł ode mnie. Nie zniosłabym samotności. Teraz za to płacę. Mimo iż staram się to zmienić to już jest za późno. Mam co chciałam. Teraz gdy zaczęłam myśleć o sobie i pielęgnować swoje potrzeby stałam się według niego egoistką. Ale wiesz co? Mam to gdzieś. Wiem że ja też jestem ważna i też muszę o siebie zadbać bo nikt tego za mnie nie zrobi. Zbyt długo pozwalałam na wykorzystywanie mnie do jakiś celów. Zbyt długo żyłam w kłamstwie, w swoim chorym świecie czekając że samo się coś zmieni. Niestety samo się nic nie zrobi. Wszystko zależy ode mnie, tylko ja mogę podjąć tą właściwą decyzję, tylko ja mogę zadbać o swoje szczęście. Nikt poza mną nie jest w stanie tego zrobić. Jeszcze niedawno byłam zagubionym dzieckiem które stało na bezdrożu dróg, nie wiedziało którą drogę wybrać. Teraz już wiem, wybrałam szlak o nazwie szczęście i będę nim podążać choć nie wiem co. Nic mnie nie złamie. Zapewne będę upadać, ale tylko po to aby wstać jeszcze silniejszą, gotową na wszystko.

Terapia borderline

Dziś jechałam na terapię pełna obaw. Od rana silny niepokój. Drżenia wewnętrzne. Czułam że wszystko się we mnie gotuję i tylko czekać jak wybuchnie niczym lawa z wulkanu. Taka cisza przed burzą. To niewyrażone emocje które powinnam okazać mężowi po ostatnich zaistniałych sytuacjach. Wypowiedziałam je dopiero na terapii. Opowiedziałam o minionych wydarzeniach, o zachowaniu męża, mojej biernej postawie i swoich odczuciach. Moja relacja z mężem w dalszym ciągu jest skomplikowana. Jedna wielka niewiadoma. Nie wiem na czym stoi dokładnie moje małżeństwo, jedynie co mi przychodzi do głowy to na kruchym fundamencie. W każdej chwili może to runąć. Mam mieszane uczucia w stosunku do niego. Czuję złość, żal, smutek ale także w pewnym rodzaju ulgę. Swoim zachowaniem uświadamia mi, co jest dla niego tak naprawdę ważne i na sto procent nie jestem to ja. Jeszcze niedawno byłoby mi przykro z tego powodu. A teraz?! Hmm… Zrozumiałam, że to nie miłość. Coś się wypaliło. Uczucia uschły jak kwiat bez wody. Nie wierzę już w jego słowa, obietnice. Są to słowa rzucone na wiatr. Przestaję walczyć o to małżeństwo. Zdaję się na los, zaakceptuje wszystko co przyniesie. Teraz czas zająć się sobą i swoimi potrzebami. To jest mój czas. Czas tylko dla mnie. W pewnym momencie ta cała złość i rozgoryczenie uleciało jak powietrze z balonu. Zrobiło się lżej na sercu, poczułam wewnętrzny spokój. Ostatnio coraz lepiej dogadujemy się z terapeutką, nasza relacja się zaciśnia, a rozmowa przypomina normalny dialog między dwiema dorosłymi osobami. Zero wstydu czy skrępowania. Kontakt wzrokowy utrzymany pomimo trudnych tematów. Miło wiedzieć, że jest ktoś kto mnie wysłucha, ktoś komu mogę zaufać i z kim mogę przepracować trudy życia.

Wkurw

Nosz kuźwa jaki ja mam wielki wkurw na księciunia. Mój Pan i Władca wyprowadził mnie z równowagi, zresztą jak zwykle ale teraz poleciał po całości. Zwlekłam się z łóżka by pójść do sklepu na zakupy na obiad. Stoję w tych garach na pół żywa a on mi oznajmia że nie będzie jadł obiadu i robi sobie zupkę chińską. Z tego wszystkiego aż nogi mi się ugięły. Tosz to ja robię by miał co zjeść, jakiś pożywny posiłek a on śmieciowe jedzenie będzie jadł. Królewicz pieprzony. A pomyśleć że mogłam sobie poleżeć i poodpoczywać. Chociaż to też byłoby zbyt piękne bo nawet herbaty by mi nie zrobił. Wczoraj na pół żywa o suchym pysku byłam, bo książę nie domyślił się, że żona by się napiła. Ważne że on się nażłobał piwska. Ehh. Co za życie. Mam ochotę rzucić to wszystko i wyjść jak najdalej stąd. Tylko sił brak.

Bezsilność

To grypsko mnie wykończy. Masakrycznie się czuję. Wczoraj cały dzień spędzony w łóżku. Bezsilność towarzyszy. Gardło w dalszym ciągu piecze a z nosa leci jak z kranu. Dodatkowo pojawił się kaszel. Dusi mnie tak że dmuchawki nie pomagają. Potrzebny odpoczynek i spokój na zregenerowanie sił. Ale niestety gorzej z tym spokojem. Mąż wczoraj popłynął tak jakbym miała zbyt mało problemów. Oczywiście wkurw na maksa tym bardziej że miał pod opieką syna. Czy to się nigdy nie skończy?! Gdyby było mało to teściowa ma do mnie o to pretensje. Tak jakby to była moja wina. Nie jestem przecież za niego odpowiedzialna, to nie ja kieruje jego życiem. Jest dorosły i wie co robi. Jednak w pewnym sensie czuję się współwinna. Wiem, że to ma związek ze mną, z moją przeszłością. On sobie z tym nie radzi. Gryzie go to od środka. Nie może spać, ciągle myślami wraca do tego. Chciałabym mu pomóc się z tym oswoić ale nie wiem jak. Mnie też to boli. Też nie akceptuje tego co się wydarzyło, ale staram się iść do przodu, staram się zapomnieć. Z tym że on mi nie pozwala. Gdybym mogła tylko cofnąć czas.

Chora 🤒

Dziś jestem takim troszkę marudzącym dzieckiem. Przeziębienie mnie dopadło. Migdałki wyglądają jak ser szwajcarski, gardło pali jakbym papryczkę chili zjadła. W kościach łamie. Temperatura. Do tego z nosa leci. Masakra. Czuję się fatalnie. Na dodatek czeka mnie nocka w pracy. Nie wiem jak to przeżyję. Obudziło to we mnie moje wewnętrzne dziecko. Pragnie ono aby ktoś się nim zajął, zaopiekował i utulił. Chcę zwrócić na siebie uwagę, pokazać że cierpi i potrzebuje wsparcia. Buntuje się gdy widzi obojętność ze strony najbliższych. Staram mu się to wszystko co potrzebuje dać, jednak to za mało. Ono chcę coraz więcej i więcej.

Zdecydowanie lepiej

Ostatnio moje samopoczucie się ustabilizowało. Mam więcej chęci do wszystkiego. Brak wahań nastroju, a co za tym idzie, jestem spokojniejsza. W ostatnim czasie podjęłam pracę w firmie kurierskiej. Jestem zadowolona z tej decyzji i zmotywowana do działania. Ludzie są bardzo życzliwi i pomocni. Powoli wszystko zaczyna się układać. Na terapii zaczynam ostro pracować nad sobą, co przekłada się na zaistniałe efekty. Powoli zaprzyjaźniam się z moim borderem, przestałam walczyć bo nie miało to sensu. Wieczne nakręcanie i jazda kolejką górską. W tym momencie border został uśpiony. Nie tęsknię za nim. Choć wiem że zawsze ze mną będzie. Ale ode mnie zależy jak go wykorzystam. Dostałam dar, teraz wystarczy przełożyć go na pozytywy, wykorzystać swój potencjał do działania.

Wolność człowieka w sferze psychicznej

Wolność człowieka w sferze psychicznej. O tym jak owa wolność jest nam niezbędna do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie. O swobodzie w wyborach, naturalnym podejściu do samych siebie i innych ludzi. A przede wszystkim o byciu sobą, takimi jakimi jesteśmy, z naszymi wadami i zaletami. O tak, człowiek składa się z różnych cech i tych dobrych i tych mniej akceptowanych. Ważne jest jednak to co z tym zrobimy. Jakiego wyboru dokonamy. Czy będziemy dalej tkwić w pesymistycznym podejściu czy weźmiemy się do pracy nad sobą i nieakceptowanymi przez nas cechami charakteru. Większością z nas oczekuje, że wszystko samo się jakoś zrobi. Nic bardziej mylnego moi drodzy. To wszystko zależy od nas samych. Od tego jaki jesteśmy w stanie wysiłek włożyć w zmianę siebie i swoich przyzwyczajeń. Duża część społeczeństwa chcę być szczęśliwa i nie wie jak to osiągnąć. W pogoni za życiem codziennym zatracamy siebie, zapominamy co dla nas ważne, co nas raduje i sprawia przyjemność. Pokładamy nadzieję w innych, złudnymi oczekiwaniami przerzucamy odpowiedzialność za to na drugą stronę. Oczekujemy, że to inni powonni dać nam tą radość. A prawda jest zupełnie inna. Nie potrzebujemy innych aby nas uszczęśliwiali, jesteśmy w stanie sobie sami dać to szczęście. To tylko od nas samych zależy. Nie potrzebujemy innych aby nas wspierali, ponieważ sami możemy dać sobie zrozumienie i akceptację. Wszystko co potrzebujemy do egzystencji na ziemi jest w nas. My możemy sami sobie wszystko dać, w takich ilościach jakich potrzebujemy. Fakt wymaga to wysiłku, wielu wyrzeczeń a przede wszystkim walki ze swoimi słabościami. Jednak warto przejść przez to, po to by uzyskać niezależność psychiczną, po to by stać się wolnym człowiekiem. Wielu z nas przechodzi trudny okres w życiu. Zmagamy się z różnymi zaburzeniami natury psychicznej. Jedni z depresją, nerwicą czy zaburzeniami osobowości. Na wszystko patrzymy w czarnych barwach. Uważamy, że nic dobrego w życiu już nas nie spotka. Jesteśmy przesiąknięci pesymistycznym podejściem do życia. Często nie widzimy światełka w tunelu. Brak wiary w siebie i swoje możliwości blokuje nas przed rozwojem na poziomie świadomym. Niektórzy nie potrafią wyjść z roli ofiary, ciągle tkwią w błędnym schemacie i krążą na oślep po orbicie. Myślimy wolność? Hmm… Co to słowo oznacza tak dokładnie? Nie potrafimy być wolnym człowiekiem. Na plecach każdego z nas ciąży bagaż doświadczeń, patrzymy na wszystko przez pryzmat przeszłości. To ona nas ogranicza. Ona podcina skrzydła. Jednak zastanówmy się, co możemy z tym zrobić. Tak by wyjść z błędnego koła niechcianych myśli. Najlepszym sposobem będzie zdystansowanie się do tych wyobrażeń. Stopniowe podważanie nieodpowiednich myśli i zastępowanie ich pozytywnymi, bardziej konstruktywnymi. Robienie każdego dnia coś dla siebie, wyłącznie dla siebie. Odnalezienie radości w zwykłych codziennych czynnościach. Tak, życie składa się z drobnych rzeczy. Na ogół każdy dzień jest przewidywalny, taki sam jak poprzedni. Jednym słowem monotonia. Ale to my za nią odpowiadamy. Tylko my możemy coś zmienić w tym schemacie dnia. Każdego dnia stańmy przed lustrem, przywitajmy się ze sobą i bądźmy dla siebie dobrzy. Powiedzmy sobie coś miłego. Myślisz to niemożliwe? A jednak działa. Wystarczy tylko chcieć i uwierzyć. Każdy z nas jest wartościowy. Każdy z nas ma w sobie coś wspaniałego. Wystarczy odkopać to i wydobyć na światło codzienne. A później z tego się cieszyć. Twoja pewność siebie wzrośnie, a zaufanie poszybuje w górę. Rozmawiaj ze sobą samym, staraj się odnaleźć swoje wewnętrzne dziecko. Dodaj mu otuchy, wspieraj, zachęcaj do działania. Pokaż że jest ważne dla ciebie. Przytul je mocno do siebie i okaż miłość. Uważasz że to trudne? To prawda, wymaga wielu ćwiczeń ale nie jest niemożliwe. Dzięki temu wszystkiemu odnajdziesz siebie, odnajdziesz spokój, radość życia. Będziesz sobą i staniesz się wolny od ocen. Zaczniesz ufać sobie, a co za tym idzie innym. Nie będziesz bać się iść do przodu, błędy potraktujesz jako nauczkę a nie porażkę. Będziesz samowystarczalny. Uwolnisz się od poczucia winy i zaczniesz żyć pełną piersią. Spróbuj, przekonaj się. Nie masz nic do stracenia. Twoje życie może ulec zmianie na lepsze. Wystarczy że uwierzysz.

Terapia borderline

Dziś pojechałam na sesję kompletnie nieprzygotowana. Bez jakiegokolwiek tematu. Bałam się troszkę tego spotkania. Spodziewałam się ciszy, której nie lubię, bo powoduje u mnie uczucie dyskomfortu, jednak nic takiego nie miało miejsca. Toczyła się normalna rozmowa o życiu codziennym. Nie sądziłam, że o tym również można porozmawiać, że to również jest ważne, jak nie najważniejsze. To co czujemy na codzień czy w jakie kontakty interpersonalne wchodzimy jest jednym z czynników naszego życia. Dzięki temu dowiadujemy się jacy jesteśmy na codzień, jak kształtują się nasze relacje z innymi i jaki inni mają na nas wpływ. To co nas otacza i wpływa na nasze samopoczucie jest po prostu ważne. Nie zdawałam sobie z tego tak naprawdę sprawy. Uważałam, że moje życie jest nudne, monotonne ale takie nie jest mimo iż nie ma w nim fajerwerków. Ciągle coś się dzieje mimo iż nie wywołuje to we mnie fali emocji. Przecież czas płynie a ja razem z nim dryfuje. To jest tak jakby stabilizacja w której nie do końca potrafię się odnaleźć. Brak adrenaliny powoduje zastój emocjonalny. Dziwne uczucie ale potrzebne. To czas dla nas samych. Abyśmy mogli zdystansować się od codziennego chaosu. Byśmy mogli spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy, spokojnie przemyśleć i przeanalizować. To wszystko jest potrzebne. Inaczej byśmy zwariowali. Muszę się jeszcze dużo nauczyć, postarać się odnaleźć w tym wszystkim. Znaleźć coś co sprawia mi przyjemność, co wypełni moje życie. Przekształci negatywne schematy w pozytywne. Da mi siłę i wiarę w lepsze jutro. Ciężka praca przede mną ale wiem że warta wysiłku.

« Older posts Newer posts »

© 2017 Życie na krawędzi

Theme by Anders NorenUp ↑