Ojj ciężka sesja za mną. Pojechałam na nią godzinę wcześniej. Po to by się nie wycofać. W głowie pojawił się mętlik. Myśl za myślą płynęła. W środku mnie aż krzyczało. Naładowana agresją. Czułam że wybuchne. Dam upust emocjom. Pod gabinetem dopadły mnie jeszcze większe wątpliwości. Nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Muza na full by zagłuszyć niechciane myśli. W końcu przyszła terapeutka. Pierwszy raz w życiu nie uśmiechnęła się do mnie na dzień dobry. Była stanowcza i opanowana. Od razu przeszła do konkretów. Do mojego wczorajszego sms-a, w którym opisałam swoje myśli i uczucia skierowane w jej osobę. W jej?! Hmm… Dobre. To było przeniesienie. To były uczucia małego dziecka skierowane pierwotnie do matki. Zrozumiałam to po fakcie. Zaczęłyśmy omawiać to na spokojnie. Czemu sobie z tym nie radzę. Czemu to takie trudne. A najważniejsze co mogę z tym zrobić.

Wróciłyśmy do sytuacji z ostatniej sesji. Do niekontrolowanej złości. Do mojego zachowania, które było troszkę przesadzone. Z perspektywy czasu widzę, że zachowałam się nieodpowiedzialnie. Powinnam zachować spokój i myśleć racjonalnie, no ale cóż emocje wzięły górę. Czasu nie cofnę. Jedynie mogę iść naprzód.

Tematem dzisiejszej sesji były również moje leki a raczej ich brak a dalsza perspektywa terapii. Cholernie się bałam, że zaraz usłyszę słowa w stylu „musimy zakończyć naszą współpracę”. O mało do tego nie doszło. Terapeutka oznajmiła mi, że zastanawiała się nad tym czy w dalszym ciągu może ze mną pracować. Jak wiadome border bez leków to katastrofa. Jak inaczej ujarzmić dzikie zwierzę. Ale na szczęście nie zdecydowała się na ten ostateczny krok. Dalej podejmuje się prowadzenia mnie, co mnie raduje. Umówiliśmy się tylko na to, że jeśli coś będzie się działo ze mną i ona to zauważy bądź ja to powrócę do farmakologii. Całe szczęście. Kamień spadł mi z serca.

Ostatnim tematem, który się pojawił w dniu dzisiejszym był temat mojej wartości, a raczej brak jej. Sama zanizam swoją wartość. Pracuję poniżej swoich możliwości. Zamast celować wyżej, idę po najmniejszej linii oporu. Fakt praca na produkcji nie jest moim marzeniem, ale innej się boję. Boję się, że sobie nie poradzę, pomimo kompetencji które posiadam. A co najważniejsze w aktualnej pracy nie muszę się wysilać, a nowa niosła by za sobą nowe wyzwania. Czyli musiałabym włożyć w to większy wysiłek. Tak czy siak terapeutka weszła mi na ambicie, co spowodowało że zaczęłam na nowo przeglądać oferty pracy.

Najważniejszą wiadomością dzisiejszego dnia była informacja, iż na najbliższej sesji o ile nic się nie wydarzy będę mogła wrócić do tego nieszczęsnego tematu od którego wszystko się zaczęło. Trans i praca ma wyobraźni. Byłam na to gotowa, ale czy teraz jestem?! Tego nie wiem.

Podsumowując, sesja owocna. Dużo z niej dziś wyniosłam. Omówiłam trudne sprawy, zmierzyłam się z lękiem. Fakt pozostał jeszcze niesmak po poprzednim zdarzeniu, ale chyba potrzebuję czasu aby się z nim oswoić. Narazie odczuwam lekki dystans. Mam nadzieję, że w niedługim czasie zmniejszy się i będzie jak dawniej.