Kolejna sesja za mną. Niestety nie należała do przyjemnych. Było ciężko. Odważyłam się opowiedzieć terapeutce o swoich myślach i wewnętrznych przeżyciach. Musiałam zmierzyć się z ogromnym wstydem który temu towarzyszył. Ale udało się, pokonałam swoje słabości. W weekend pewna sytuacja uruchomiła we mnie duże pokłady autoagresji oraz nienawiści w stosunku do własnej osoby która trzyma mnie do dnia dzisiejszego. Moje samopoczucie jest poniżej zera. Nie potrafiłam skupić się na tu i teraz. Myśli krążyły wokół przeszłości. Na jic starania terapeutki, nie była w stanie mnie z tego wyciągnąć. To było zbyt silne. W niedalekiej przyszłości czeka mnie praca na wyobraźni, ale dopiero wtedy kiedy będę w lepszym stanie psychicznym. Cofniemy się z terapeutką do tego felernego dnia, tak abym mogła zmodyfikować swoje niekorzystne przekonania. Bym mogła się od nich uwolnić. Usłyszałam również słowa które wzbudziły we mnie złość i rozgoryczenie. Ale były prawdą. Prawdą której nie chciałam słyszeć, nie mówiąc już o zaakceptowaniu jej. Moje ego poczuło się zaatakowane. Starało się bronić, poprzez znużenie. Do końca sesji byłam śpiąca jak cholera. Mało pamiętam, co działo się po tych słowach. Uciekam w swój świat. Świat choroby. Oddalając się przy tym od rzeczywistości. I dobrze mi z tym wbrew temu że cierpię. Czuję się tam bezpieczniej mimo iż boli. Paradoks. Dużo czasu również poświęcam mojej wirtualnej rodzinie, co powoduje dystans do prawdziwych członków rodziny. Dostałam zalecenie aby przystopować i zacząć żyć w realnym świecie a grupę najlepiej opuścić. Niekorzystnie ona na mnie wpływa, bo ciągle skupiam się na tym co złe i bolące. Tak samo ma się rzecz z blogiem. Przykre to. Muszę się nad tym na spokojnie zastanowić i przeanalizować za i przeciw. Ogólnie sesja bardzo wyczerpująca psychicznie i fizycznie. Dostałam pracę domową. Mam napisać 50 rzeczy za które jestem wdzięczna. Ehh. Jak znajdę 5 to będzie dobrze. Trudne zadanie przede mną.