Ojj ciężka sesja za mną. Musiałam zmierzyć się ze swoimi słabościami, pokonać wewnętrzny opór przed mówieniem. Ale wiecie co?! Dałam radę! Choć nie ukrywam, wiele energii mnie to kosztowało. Przełamanie wstydu, lęku przed oceną i odrzuceniem. To wszystko spowodowało ogromny stres. Dokładnie go czułam w barkach. Z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem ból był nie do zniesienia. Ale na samym końcu poczułam ulgę, tak jakby ktoś zdjął mi kilkutonowy ciężar z serca. Z początku muszę przyznać, że wcześniejsza sesja dała mi sporo do myślenia. Terapeutka miała rację, że szukam oparcia wśród najbliższych. I mimo iż wiem że go nie otrzymwm, robię to dalej. Tylko po to aby utwierdzić się w przekonaniu że ludzie są źli a ja beznadziejna. Ciągle szukam potwierdzenia, zamiast wziąć sprawy w swoje ręce i zmienić tok rozumowania. Wiem gdzie tkwi problem. Teraz tylko ode mnie zależy czy coś z tym zrobię. Na ostatniej sesji terapeutka otworzyła mi oczy. Zrozumiałam, że muszę sama o siebie zadbać. Postarać się być wsparciem w trudnych chwilach. Muszę przestać się krytykować i zacząć doceniać. Nie ukrywam że z moim podejściem będzie to trudne. Tym bardziej że darze siebie nienawiścią. Ale mam nadzieję, że z jej pomocą uda mi się to osiągnąć. Że uda mi się zmienić. Wierzę w to. Nie wiem jeszcze jakim sposobem to osiągnę ale chcę spróbować. Chcę być w końcu szczęśliwa. Chcę uwolnić się od tego co było, móc sobie przebaczyć by pójść dalej z podniesioną głową. Kolejnym tematem były moje dalsze perypetie małżeńskie. Opowieść o pogodzeniu się z mężem, szczerej rozmowie itd. Mimo że na ten czas wszystko między nami jest w porządku, to nie czuję się szczęśliwa. Wręcz przeciwnie jestem wyobcowana, jakby to powiedzieć czuję się lekko zastraszona. Boję się cokolwiek powiedzieć, zrobić by niczego między nami nie popsuć. Boję się że każdy mój ruch może zostać źle zinterpretowany przez małżonka. Oddałam mu kontrolę nad swoim życiem. Czuję się poniekąd jak marionetka. Ograniczona ze swoich wyborów i poglądów. Ehh. Trzeba będzie nad tym jeszcze popracować. Druga część terapii była poświęcona bardzo intymnemu tematowi. Poruszenie go świadczy o moim dużym zaufaniu do terapeutki. Do tej pory nie wierzę, że udało mi się go poruszyć, a tym bardziej rozmawiać o nim. Rozmawiałyśmy o moich preferencjach seksualnych. O moim masochistycznym podejściu do tych spraw. Było mi wstyd przed terapeutką przyznać się do tego, co mnie kręci. A także wstyd przed samą sobą. Starałam się wyprzeć te treści, tak jakby mnie one nie dotyczyły. Jednak to jest prawda o mnie, taka jestem naprawdę. W końcu to zrozumiałam. I wiecie co?! Nie mam czego się wstydzić. To naturalne, każdy jest inny. To jest tak jak z tartą, jedni lubią ją na słodko a inni na ostro. To że lubię ostrzejszy seks nie oznacza, że jestem złym człowiekiem. Po prostu on mnie kręci, mam takie potrzeby i to jest zrozumiałe. Może kogoś to obrzydza, rozumiem i akceptuję opinie ale są też osoby którym się to podoba. Wszystko jest dla ludzi, póki wzajemnie się szanujemy i nie robimy krzywdy to czemu nie?! Prawa tym nie łamiemy. Gorzej jeśli jedna osoba tego chce a druga ma z tym problem. Tu pojawiają się schody. Ale myślę, że jest to kwestia dogadania. Zaakceptowania swoich potrzeb, pragnień czy fantazji. Obwiniałam się za swoją seksualność, za to że to co powinno mnie odpychać z wiadomych przyczyn, sprawia mi satysfakcję. Uważałam się za nienormalną, gorszą od innych. Biłam się z myślami. Odtrącałam część siebie i nienawidziłam za to. Powstawał konflikt wewnętrzny. A ja żyłam w wiecznym napięciu. Dziś zrozumiałam, że to że jestem ofiarą gwałtu nie oznacza, że nie mogę mieć takich czy innych preferencji. To są dwie różne rzeczy. I wzajemnie się wykluczają. Mam taki temperament a nie inny. Nie mogę go wypierać, bo to jakbym zrezygnowała z części siebie. Przez prawie połowę swojego życia moja seksualność była istnym chaosem. W głowie sajgon jakich mało. Na szczęście dziś przyznałam się przed samą sobą i staram się zaakceptować taką jaką jestem. Pod tą pozornie spokojną buzią kryje się demon seksu. Nie boję się już do tego przyznać.