Kolejny spokojny dzień. Z mężem coraz lepiej układa się. Ostatnie dni zbliżyły nas do siebie jak nigdy. Niby jest super i człowiek chciałby trwać w tym na wieki ale… No właśnie to ale… Ta bliskość mnie przeraża. Zaczynam dusić się i pragnę wyluzować. Robi się zbyt blisko i mam ochotę uciec. Potrzebuję go a jednocześnie chcę samotności. Nie umiem bez niego żyć i jednocześnie z nim być. Nie rozumiem tego. Paradoks.