Jak ciężko jest mi przyjąć pomoc od kogokolwiek. Nie ważne że mam naciągnięte wiązadło w stawie skokowym i nie mogę chodzić a i tak to robię bo nie chcę aby ktoś mnie wyręczał. Głupio mi. Nie potrafię inaczej. To samo mam z T. Od niej również nie umiem tego przyjąć. Dziwnie się z tym czuję. Zawsze musiałam radzić sobie sama i teraz mam z tym wielki problem. Upartość to moja największa wada…