Do głosu dochodzi ja – buntownik z ja – destrukcyjną chcąc sabotować terapię. Mam silny przymus niszczenie wszystkiego co do tej pory osiągnęłam. Mam ochotę prowokować do odrzucenia, testować cierpliwość swojej T. Tak by mnie wyrzuciła z terapii. Moje ja – racjonalne i ja – wrażliwe stara się podjąć walkę i się przeciwstawić temu. Próbuję zrozumieć co za tym stoi. Lęk przed bliskością? Przywiązaniem? Oceną? Strach przed porzuceniem? Przymus autodestrukcji? Chęć ucieczki i zadania sobie bólu? A może wszystko naraz? Nie mam pojęcia. Coraz częściej moja wrażliwa część osobowości pragnie wyjść z ukrycia. Pokazać jak jej trudno, że sobie nie radzi i potrzebuje wsparcia. Że jest słaba i bezbronna. Chcę przebić się na zewnątrz. A ja – buntownik nie zamierza jej pozwolić. Nie chce aby wyparte treści i emocje ujrzały światło dzienne. Buntuje na różne sposoby. Nakręca do samozniszczenia. Nieustanna bitwa między tak różnymi od siebie światami powoduje chaos w mojej głowie. Wewnętrzna walka trwa. Rozbicie. Pustka. Chwilowy zastój emocjonalny.