Mówi się do trzech razy sztuka i coś w tym jest. Kuźwa dałam radę, dałam. Ja! Ja! Ja! Nie mogę w to uwierzyć. Jeszcze to do mnie nie dochodzi. Ależ jestem szczęśliwa i dumna z siebie. Cholernie dumna. Było ciężko. Mega przeprawa na sesji. Dosłowne manewry wojskowe. Ale co tam? Siła jest we mnie. Moc ze mną. Najgorzej było zacząć. Zmierzenie się z tematem, tak bolesnym tematem. Ale trzeba było. Czas pożegnać przeszłość, pozwolić się raną zagoić po to by iść naprzód. Ale zacznijmy od początku. Wstałam wyspana, zasługa benzo. Tak wiem, nie powinnam ale trzeba było się przygotować. W końcu szłam na wojnę, wojnę między myślami, uczuciami, emocjami. Odpalam faje, mętlik w głowie. Chęć wycofania. Wątpliwości. Walczę ze sobą. Wygrywam. Farbuje włosy, makijaż, ubiór. W końcu to wyjątkowy dzień, trzeba go jakoś uczcić. Zegar odmierza minuty do wyjścia. W głowie multum myśli przelatuje. Kolejny fajek i do przodu. Tramwaj i znów obawa. Czy ja dam radę?! Zadaję sobie to pytanie od rana. No przecież jak nie ja to kto, staram się uspokoić. Muza na full by zagłuszyć niechciane myśli. Dojechałam. Stres coraz większy. Fajek za fajkiem. Siedzę w poczekalni. Dopada mnie lęk. Nogi chodzą, ręce drżą a we mnie jedna wielka nicość. Po chwili Dagmara zaprasza mnie do środka. Gula w gardle. Siadam. Stres. Ojj jak ja się stresuję. Boję się. Chcę uciec. Kontynuuje poranną walkę samej ze sobą. Zaczynamy.

– Chciałabym wrócić jak to możliwe do tematu z poprzedniej sesji. Czuję, że jestem gotowa. Tak długo czekałam na ten dzień.
– W porządku. Czujesz się na siłach?
– Jak nigdy wcześniej.
– W takim razie zamknij oczy, rozluźnij się i przywołaj ten dzień.

Cisza. Jedna wielka cisza. Zamykam oczy. Staram się skupić. Wracam myślami do tego dnia.

– Gdzie jesteś Agnieszko?
– Jest sobota. Jestem w domu. Szykuję się na spotkanie z Patrickiem. Jestem z jednej strony szczęśliwa, z drugiej niespokojna. Boję się, że ze spotkania wyjdzie klapa. Kolejny mężczyzna się mnie wystraszy i odtrąci. Jak ja wyglądam?! Jestem gruba jak wieloryb. Jak ktoś miałby pokochać takiego potwora?! Ale jest we mnie nadzieja. Tak bardzo pragnę akceptacji. Marzę, że znajdę swojego księcia z bajki. Ubrałam się w najlepsze ciuchy i wychodzę na spotkanie. Oczekuje na przystanku na przyjazd mojego księcia. Trzęse się. A co jeśli nie przyjedzie?! Przestraszy się mnie?! To by był kolejny cios. Nadjeżdża tramwaj. Wysiada dwudziestoparoletni chłopak z bukietem róż. Witamy się. Pierwsze lody przełamane. Idziemy na spacer, w między czasie rozmawiamy o nas, naszych zainteresowaniach, pasjach. Jest przyjemnie. Ojj tak. Nie pamiętam kiedy ostatni raz tak się czułam. Chwilo trwaj, mam ochotę krzyknąć. Szybko mój zapłon zgasił deszcz. Rozpadało się. Nici z imprezy. Zrobiło mi się smutno. To oznacza koniec naszego spotkania. Dlaczego akurat teraz?! Ehh. Ale przecież ten dzień nie musi się jeszcze zakończyć. Szybko wpadam na pomysł zaproszenia kolegi do siebie. Jestem szczęśliwa jak nigdy. Wprowadzam go do domu i proponuję herbatę. Siadamy naprzeciw siebie i rozmawiamy. Szybko złapaliśmy wspólny język. W duchu cieszę się, spełniło się moje marzenie. To nie sen. W końcu komuś nie przeszkadza mój wygląd. Włączyliśmy film i zaczynamy oglądać. Iskra w oku. Szczęście. Ekscytacja. Żyć nie umierać. Patrick usiadł obok mnie. Kładzie swoją rękę na moim barku. Siedzimy w ciszy. Bez słów doskonale się rozumiemy. Czuję, że zaczyna się do mnie przysuwać. Zaczynam bać się. Nie tego oczekuje. Nie jestem na to gotowa. Chcę tylko miło spędzić wieczór w miłym towarzystwie. Delikatnie odsuwam się od niego, mówiąc że to za szybko jak dla mnie. Spojrzenie w oczy.

Kuźwa, zaczyna się. Łzy napływają do oczu. Czuję ból, piekielny ból istnienia. Chcę skończyć. Nie dam rady więcej nic powiedzieć.

– Co było dalej Agnieszko?

Jak to co?! Zgwałcił mnie. Ten skurwysyn mnie zgwałcił. To tak bolało. Chcę umrzeć.

– Rzuca się na mnie. Zaczyna całować. Staram się go odepchnąć. Nie mam siły. Jest silniejszy. Dotyka mnie po piersiach. Agresywny dotyk. Proszę by przestał. Czuję strach, lęk. Jest nachalny. Próbuję się wyrwać, ale na nic moje starania. Schodzi niżej. Paraliżuje mnie. Nie mogę się ruszyć. Siłą zdejmuje mi spodnie. Kładzie się na mnie. Proszę, błagam. Chcę krzyczeć, lecz nie potrafię. Niemy głos rozpaczy wydobywa się z mojego wnętrza. Łapie mnie za nadgarstki. Boli. Zaczyna mnie… Zaczyna mnie gwałcić. Płaczę. To tak boli. Próbuję resztkami sił się wydostać. Przyciska mnie. Patrzy na mnie. Widzi moje przerażenie w oczach. Nakręca go to. Dotyka mnie, sapie do ucha. Chcę umrzeć. Kurwa chcę umrzeć. Skończył. Ubrał się jak nigdy nic i wyszedł, zostawiając mnie samą. Jestem zdezorientowana. Nie wiem co się dzieje. Siedzę na łóżku i płaczę. Nie mogę się uspokoić. Ból rozrywa moje serce. Czuję się brudna. Bardzo brudna. Biegnę do łazienki. Chcę zmyć ten brud z siebie. Szoruje ale to nic nie pomaga. Sms. To on. Przeprasza. Że co?! Jak on śmie mnie przepraszać. Czuję się jak szmata. Zwykła dziwka. Wykorzystał mnie, zgwałcił a teraz mu przykro. Nie wyrobię. Ponosi mnie. Biorę butelkę wina. Upijam się. Siadam na krawędzi łóżka, odsłaniam rękę i zyletką nacinam skórę. Najpierw jedno nacięcie, potem drugie, trzecie. Ukojenie. Zagłuszam ten ból psychiczny. Upajam się widokiem krwi. To chwilowa rozkosz. Obraz wraca. Czuję ten dotyk, oddech. Płacz. Wielka rozpacz. Dlaczego ja?! Czemu mnie to spotkało?! Kuźwa. Chcę zasnąć i nigdy więcej się nie obudzić.

– Wyobraź sobie, że pojawia się w pokoju teraz duża Agnieszka i pociesza siebie.
– To nie jest Twoja wina. Wszystko będzie dobrze. Jestem przy Tobie. Nie pozwolę nigdy więcej Cię skrzywdzić. Jesteś wspaniała, cudowna. Kocham Cię.
– Przytul siebie i zaprowadź w bezpieczne miejsce. Wyobraź je sobie. Co widzisz?
– Jesteśmy na łące. Jest pełno kwiatów. Jest słoneczna pogoda. Ptaszki ćwierkają. Jest cudownie.
– Powtórz jeszcze skrzywdzonej Agnieszce ile dla Ciebie znaczy, poczym przytul ją z całych sił. Gdy będziesz gotowa zlejcie się w jedność. Gdy już to zrobisz, otwórz powoli oczy i wróć do mnie.

Zrobiłam to, zrobiłam. Jezu jaka ja jestem z siebie dumna. Jest mi lżej. Cholernie lżej. Fakt trzęsie mną. Emocje obecne. Nie mogę powstrzymać drżeń. Ale dałam radę. To się tylko teraz liczy. Mam ochotę krzyczeć z radości. Pokonałam lęk. Pokonałam strach. I wstyd. Zmierzyłam się z tym. Czuję, że teraz będzie już tylko lepiej i lepiej. Wszystko jest możliwe. Wystarczy tylko chcieć i dążyć do celu. Nie poddawać się tylko walczyć.