Życie na krawędzi

Borderline

Month: Grudzień 2017

Terapia borderline: Trans i wizualizacja

Mówi się do trzech razy sztuka i coś w tym jest. Kuźwa dałam radę, dałam. Ja! Ja! Ja! Nie mogę w to uwierzyć. Jeszcze to do mnie nie dochodzi. Ależ jestem szczęśliwa i dumna z siebie. Cholernie dumna. Było ciężko. Mega przeprawa na sesji. Dosłowne manewry wojskowe. Ale co tam? Siła jest we mnie. Moc ze mną. Najgorzej było zacząć. Zmierzenie się z tematem, tak bolesnym tematem. Ale trzeba było. Czas pożegnać przeszłość, pozwolić się raną zagoić po to by iść naprzód. Ale zacznijmy od początku. Wstałam wyspana, zasługa benzo. Tak wiem, nie powinnam ale trzeba było się przygotować. W końcu szłam na wojnę, wojnę między myślami, uczuciami, emocjami. Odpalam faje, mętlik w głowie. Chęć wycofania. Wątpliwości. Walczę ze sobą. Wygrywam. Farbuje włosy, makijaż, ubiór. W końcu to wyjątkowy dzień, trzeba go jakoś uczcić. Zegar odmierza minuty do wyjścia. W głowie multum myśli przelatuje. Kolejny fajek i do przodu. Tramwaj i znów obawa. Czy ja dam radę?! Zadaję sobie to pytanie od rana. No przecież jak nie ja to kto, staram się uspokoić. Muza na full by zagłuszyć niechciane myśli. Dojechałam. Stres coraz większy. Fajek za fajkiem. Siedzę w poczekalni. Dopada mnie lęk. Nogi chodzą, ręce drżą a we mnie jedna wielka nicość. Po chwili Dagmara zaprasza mnie do środka. Gula w gardle. Siadam. Stres. Ojj jak ja się stresuję. Boję się. Chcę uciec. Kontynuuje poranną walkę samej ze sobą. Zaczynamy.

– Chciałabym wrócić jak to możliwe do tematu z poprzedniej sesji. Czuję, że jestem gotowa. Tak długo czekałam na ten dzień.
– W porządku. Czujesz się na siłach?
– Jak nigdy wcześniej.
– W takim razie zamknij oczy, rozluźnij się i przywołaj ten dzień.

Cisza. Jedna wielka cisza. Zamykam oczy. Staram się skupić. Wracam myślami do tego dnia.

– Gdzie jesteś Agnieszko?
– Jest sobota. Jestem w domu. Szykuję się na spotkanie z Patrickiem. Jestem z jednej strony szczęśliwa, z drugiej niespokojna. Boję się, że ze spotkania wyjdzie klapa. Kolejny mężczyzna się mnie wystraszy i odtrąci. Jak ja wyglądam?! Jestem gruba jak wieloryb. Jak ktoś miałby pokochać takiego potwora?! Ale jest we mnie nadzieja. Tak bardzo pragnę akceptacji. Marzę, że znajdę swojego księcia z bajki. Ubrałam się w najlepsze ciuchy i wychodzę na spotkanie. Oczekuje na przystanku na przyjazd mojego księcia. Trzęse się. A co jeśli nie przyjedzie?! Przestraszy się mnie?! To by był kolejny cios. Nadjeżdża tramwaj. Wysiada dwudziestoparoletni chłopak z bukietem róż. Witamy się. Pierwsze lody przełamane. Idziemy na spacer, w między czasie rozmawiamy o nas, naszych zainteresowaniach, pasjach. Jest przyjemnie. Ojj tak. Nie pamiętam kiedy ostatni raz tak się czułam. Chwilo trwaj, mam ochotę krzyknąć. Szybko mój zapłon zgasił deszcz. Rozpadało się. Nici z imprezy. Zrobiło mi się smutno. To oznacza koniec naszego spotkania. Dlaczego akurat teraz?! Ehh. Ale przecież ten dzień nie musi się jeszcze zakończyć. Szybko wpadam na pomysł zaproszenia kolegi do siebie. Jestem szczęśliwa jak nigdy. Wprowadzam go do domu i proponuję herbatę. Siadamy naprzeciw siebie i rozmawiamy. Szybko złapaliśmy wspólny język. W duchu cieszę się, spełniło się moje marzenie. To nie sen. W końcu komuś nie przeszkadza mój wygląd. Włączyliśmy film i zaczynamy oglądać. Iskra w oku. Szczęście. Ekscytacja. Żyć nie umierać. Patrick usiadł obok mnie. Kładzie swoją rękę na moim barku. Siedzimy w ciszy. Bez słów doskonale się rozumiemy. Czuję, że zaczyna się do mnie przysuwać. Zaczynam bać się. Nie tego oczekuje. Nie jestem na to gotowa. Chcę tylko miło spędzić wieczór w miłym towarzystwie. Delikatnie odsuwam się od niego, mówiąc że to za szybko jak dla mnie. Spojrzenie w oczy.

Kuźwa, zaczyna się. Łzy napływają do oczu. Czuję ból, piekielny ból istnienia. Chcę skończyć. Nie dam rady więcej nic powiedzieć.

– Co było dalej Agnieszko?

Jak to co?! Zgwałcił mnie. Ten skurwysyn mnie zgwałcił. To tak bolało. Chcę umrzeć.

– Rzuca się na mnie. Zaczyna całować. Staram się go odepchnąć. Nie mam siły. Jest silniejszy. Dotyka mnie po piersiach. Agresywny dotyk. Proszę by przestał. Czuję strach, lęk. Jest nachalny. Próbuję się wyrwać, ale na nic moje starania. Schodzi niżej. Paraliżuje mnie. Nie mogę się ruszyć. Siłą zdejmuje mi spodnie. Kładzie się na mnie. Proszę, błagam. Chcę krzyczeć, lecz nie potrafię. Niemy głos rozpaczy wydobywa się z mojego wnętrza. Łapie mnie za nadgarstki. Boli. Zaczyna mnie… Zaczyna mnie gwałcić. Płaczę. To tak boli. Próbuję resztkami sił się wydostać. Przyciska mnie. Patrzy na mnie. Widzi moje przerażenie w oczach. Nakręca go to. Dotyka mnie, sapie do ucha. Chcę umrzeć. Kurwa chcę umrzeć. Skończył. Ubrał się jak nigdy nic i wyszedł, zostawiając mnie samą. Jestem zdezorientowana. Nie wiem co się dzieje. Siedzę na łóżku i płaczę. Nie mogę się uspokoić. Ból rozrywa moje serce. Czuję się brudna. Bardzo brudna. Biegnę do łazienki. Chcę zmyć ten brud z siebie. Szoruje ale to nic nie pomaga. Sms. To on. Przeprasza. Że co?! Jak on śmie mnie przepraszać. Czuję się jak szmata. Zwykła dziwka. Wykorzystał mnie, zgwałcił a teraz mu przykro. Nie wyrobię. Ponosi mnie. Biorę butelkę wina. Upijam się. Siadam na krawędzi łóżka, odsłaniam rękę i zyletką nacinam skórę. Najpierw jedno nacięcie, potem drugie, trzecie. Ukojenie. Zagłuszam ten ból psychiczny. Upajam się widokiem krwi. To chwilowa rozkosz. Obraz wraca. Czuję ten dotyk, oddech. Płacz. Wielka rozpacz. Dlaczego ja?! Czemu mnie to spotkało?! Kuźwa. Chcę zasnąć i nigdy więcej się nie obudzić.

– Wyobraź sobie, że pojawia się w pokoju teraz duża Agnieszka i pociesza siebie.
– To nie jest Twoja wina. Wszystko będzie dobrze. Jestem przy Tobie. Nie pozwolę nigdy więcej Cię skrzywdzić. Jesteś wspaniała, cudowna. Kocham Cię.
– Przytul siebie i zaprowadź w bezpieczne miejsce. Wyobraź je sobie. Co widzisz?
– Jesteśmy na łące. Jest pełno kwiatów. Jest słoneczna pogoda. Ptaszki ćwierkają. Jest cudownie.
– Powtórz jeszcze skrzywdzonej Agnieszce ile dla Ciebie znaczy, poczym przytul ją z całych sił. Gdy będziesz gotowa zlejcie się w jedność. Gdy już to zrobisz, otwórz powoli oczy i wróć do mnie.

Zrobiłam to, zrobiłam. Jezu jaka ja jestem z siebie dumna. Jest mi lżej. Cholernie lżej. Fakt trzęsie mną. Emocje obecne. Nie mogę powstrzymać drżeń. Ale dałam radę. To się tylko teraz liczy. Mam ochotę krzyczeć z radości. Pokonałam lęk. Pokonałam strach. I wstyd. Zmierzyłam się z tym. Czuję, że teraz będzie już tylko lepiej i lepiej. Wszystko jest możliwe. Wystarczy tylko chcieć i dążyć do celu. Nie poddawać się tylko walczyć.

Lęk przed odrzuceniem

Wiecie co?! Nachodzą mnie myśli dotyczące odrzucenia przez terapeutkę. Nasza relacja po ostatniej sytuacji się zachwiała. Pojawiła się złość, rozczarowanie, żal. Wszystko przez niedomówienie, przez niespełnienie mojej zachcianki. Zareagowałam impulsywnie. W jednej sekundzie zburzyłam to nad czym pracowałam przez ostatnie miesiące, a mianowicie zaufanie. Zachowałam się jak zbuntowana nastolatka. Obraza majestatu. Fakt faktem nastąpiła regresja, przeniesienie uczuć na terapeutkę. Ale zrozumiałam swój błąd. Teraz mam wgląd na całą sytuację z innej perspektywy. Myślę inaczej. Na ostatniej sesji terapeutka oznajmiła mi, że zastanawiała się nad tym czy może dalej pracować ze mną. Czy to że odstawiłam leki nie będzie kolidować z terapią. Wiadomo, border bez leków oznacza katastrofę. Bo jak inaczej ujarzmić dzikie zwierzę. Ale postanowiła dać mi szansę i dalej prowadzić moją terapię, mówiąc że leki nie mogą być powodem zerwania relacji. Umówiliśmy się, że jeśli któraś z nas zauważy coś niepokojącego to na nowo poddam się farmakologii. Niby sprawa została wyjaśniona, ale… No właśnie to ale. Jest we mnie lęk przed tym że może mnie porzucić. Nie jest to paniczny lęk jak zawsze ale taka jakby obawa że to może się ziścić. Powoduje u mnie smutek. To tak jakby coś się miało zacząć i skończyć. Boję się tego i mam do siebie żal że dopuściłam do takiej sytuacji. Zależy mi na tej relacji. Z nikim innym nie stworzyłam takiego „związku” opartego na wzajemnym szacunku, zrozumieniu czy akceptacji. Otworzyłam się przed nią na maksa. Ufam jej i wiem że jestem przy niej bezpieczna. Czuję, że tylko z nią mogę przepracować swoje problemy. Nigdy przedtem nie czułam z nikim takiej więzi. Stąd moje obawy, że coś się może skończyć zanim się tak naprawdę zaczęło. Teraz siedzę i zastanawiam się co mogę zrobić w tej sytuacji. Jak przejść do porządku dziennego i przestać się bać. Póki co zauważyłam, że zaczynam się powoli dystansować do niej. Zaczynam znów powoli budować mur by schronić się za nim. Tak by nie cierpieć. 

Znów odczuwam – ach jak pięknie

Muszę się z Wami podzielić moim szczęściem. Dosłownie czuję, że dostałam nowe życie. Wszystko poznaje na nowo. Każdą emocję, każde uczucie. Czuję to wyraźnie. To tak wspaniałe uczucie, móc poczuć całym sobą. Cieszę się jak dziecko. Aż łza się w oku kręci ze szczęścia. Może dla kogoś to nic nie znaczy, ale dla mnie wiele, bardzo wiele. Czuję, że odzyskuje siebie. Moje myśli, uczucia, emocje łączą się w jedność. W końcu jestem sobą. Ja to ja. Reszta to wspomnienie. W końcu życie nabrało barw, pięknych barw. Nic tylko trwać w tym stanie jak najdłużej.

Terapia borderline

Ojj ciężka sesja za mną. Pojechałam na nią godzinę wcześniej. Po to by się nie wycofać. W głowie pojawił się mętlik. Myśl za myślą płynęła. W środku mnie aż krzyczało. Naładowana agresją. Czułam że wybuchne. Dam upust emocjom. Pod gabinetem dopadły mnie jeszcze większe wątpliwości. Nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Muza na full by zagłuszyć niechciane myśli. W końcu przyszła terapeutka. Pierwszy raz w życiu nie uśmiechnęła się do mnie na dzień dobry. Była stanowcza i opanowana. Od razu przeszła do konkretów. Do mojego wczorajszego sms-a, w którym opisałam swoje myśli i uczucia skierowane w jej osobę. W jej?! Hmm… Dobre. To było przeniesienie. To były uczucia małego dziecka skierowane pierwotnie do matki. Zrozumiałam to po fakcie. Zaczęłyśmy omawiać to na spokojnie. Czemu sobie z tym nie radzę. Czemu to takie trudne. A najważniejsze co mogę z tym zrobić.

Wróciłyśmy do sytuacji z ostatniej sesji. Do niekontrolowanej złości. Do mojego zachowania, które było troszkę przesadzone. Z perspektywy czasu widzę, że zachowałam się nieodpowiedzialnie. Powinnam zachować spokój i myśleć racjonalnie, no ale cóż emocje wzięły górę. Czasu nie cofnę. Jedynie mogę iść naprzód.

Tematem dzisiejszej sesji były również moje leki a raczej ich brak a dalsza perspektywa terapii. Cholernie się bałam, że zaraz usłyszę słowa w stylu „musimy zakończyć naszą współpracę”. O mało do tego nie doszło. Terapeutka oznajmiła mi, że zastanawiała się nad tym czy w dalszym ciągu może ze mną pracować. Jak wiadome border bez leków to katastrofa. Jak inaczej ujarzmić dzikie zwierzę. Ale na szczęście nie zdecydowała się na ten ostateczny krok. Dalej podejmuje się prowadzenia mnie, co mnie raduje. Umówiliśmy się tylko na to, że jeśli coś będzie się działo ze mną i ona to zauważy bądź ja to powrócę do farmakologii. Całe szczęście. Kamień spadł mi z serca.

Ostatnim tematem, który się pojawił w dniu dzisiejszym był temat mojej wartości, a raczej brak jej. Sama zanizam swoją wartość. Pracuję poniżej swoich możliwości. Zamast celować wyżej, idę po najmniejszej linii oporu. Fakt praca na produkcji nie jest moim marzeniem, ale innej się boję. Boję się, że sobie nie poradzę, pomimo kompetencji które posiadam. A co najważniejsze w aktualnej pracy nie muszę się wysilać, a nowa niosła by za sobą nowe wyzwania. Czyli musiałabym włożyć w to większy wysiłek. Tak czy siak terapeutka weszła mi na ambicie, co spowodowało że zaczęłam na nowo przeglądać oferty pracy.

Najważniejszą wiadomością dzisiejszego dnia była informacja, iż na najbliższej sesji o ile nic się nie wydarzy będę mogła wrócić do tego nieszczęsnego tematu od którego wszystko się zaczęło. Trans i praca ma wyobraźni. Byłam na to gotowa, ale czy teraz jestem?! Tego nie wiem.

Podsumowując, sesja owocna. Dużo z niej dziś wyniosłam. Omówiłam trudne sprawy, zmierzyłam się z lękiem. Fakt pozostał jeszcze niesmak po poprzednim zdarzeniu, ale chyba potrzebuję czasu aby się z nim oswoić. Narazie odczuwam lekki dystans. Mam nadzieję, że w niedługim czasie zmniejszy się i będzie jak dawniej.

© 2017 Życie na krawędzi

Theme by Anders NorenUp ↑