Jejku jak mnie się nie chciało jechać dzisiaj na terapię. Cudem zmusiłam się do wyjścia z domu. Jak dotarłam na miejsce, niechęć minęła, natomiast pojawił się lęk przed spotkaniem z terapeutką. Nie wiem czym był spowodowany, przecież nie miałam czego się obawiać, byłam w bezpiecznym miejscu. Może moja podświadomość znów stara się namieszać mi w głowie?! Nie mogłam się już wycofać, tym bardziej że wiedziałam iż bardzo potrzebuję tej rozmowy. Potrzebuję bliżej przyjrzeć się temu co ostatnio się ze mną dzieje. Ogólnie sesja przebiegła porządku. Rozmawiałyśmy o moim oporze, o moich obawach i chronieniu siebie przed terapeutką. Rozbiłyśmy mnie na dwie części, tą zdrową i tą autodestrukcyjną. Szukałyśmy powodu, dlaczego te dwie mnie kłócą się ze sobą. Jedna boi się zmiany i pożegnania starych, dobrze znanych schematów. Natomiast zdrowa cześć mnie pragnie zmiany natychmiastowo. Tworzy się między dwiema stronami osobowości przepaść, przez co nie potrafią dojść do porozumienia. Autodestrukcja boi się że straci tą wielokolorową, spontaniczną Agnieszkę, boi się że nie odnajdzie się w nowej wersji, że nie będzie tam dla niej miejsca. Boi się także zaangażowania, bo podświadomie oczekuje zranienia i odrzucenia. Szuka potwierdzenia, że ludzie są źli a ona beznadziejna. Zdrowa część mnie chce zmienić się w ekspresowym tempie. Chce porzucić stare nawyki i zacząć funkcjonować po nowemu. Chce dążyć do zmiany za wszelką cenę. Jest niecierpliwa i buntuje się gdy nie wychodzi po jej myśli. Także w wewnątrz mnie toczy się wojna pomiędzy dwiema osobowościami. Która wygra? Tego nie wiem. Chciałabym aby obie doszły w końcu do porozumienia i zaczęły ze sobą współpracować. Póki co jestem skołowana i zmęczona tą bitwą.