Życie na krawędzi

Borderline

Month: Październik 2017

Olśnienie

Uświadomiłam sobie jaka jestem beznadziejna i okropna. Nie zasługuje na niczyją miłość. Jestem złą żoną i matką. Dziwię się, że mój mąż ze mną jeszcze jest i wytrzymuje moje humory. Nie sprzątam, nie gotuję, nie dbam o męża i jego potrzeby. Do wszystkiego podchodzę z wielką łaską. Zachowuje się jak rozpieszczona księżniczka, która zjadła wszystkie rozumy. Zrozumiałam, że cofnęłam się w tył o kilkanaście lat. Z dojrzałej i odpowiedzialnej kobiety, stałam się rozkapryszoną nastolatką. Nastąpił całkowity regres. Nie wiem co mam o tym myśleć. Dotychczas nie widziałam problemu, aż do dzisiaj. Dziś w nocy mnie olśniło. Zrozumiałam jakim potworem się stałam. Jak wampir wysysam całą energię z drugiej osoby. Traktuje męża jak wroga, a on na to nie zasługuje. Jest dobrym i kochającym człowiekiem, który by oddał życie za mnie. Inny już dawno by mnie kopnął w dupsko i powiedział „żegnaj mała”. A on ze mną jest pomimo tego, że skrzywdziłam go wielokrotnie. Jest przy mnie na dobre i na złe. To jest prawdziwa miłość. Czuję się fatalnie. Zawiodłam po całej linii jako żona i matka. Nienawidzę się za to. Zrujnowałam mężowi życie. Przechodzi gehenne przy mnie. To ja jestem toksykiem. Wszystko umiem tylko spieprzyć. W końcu przejrzałam na oczy i zrozumiałam w czym tkwi naprawdę problem. To nie on nim jest, tylko JA. 

50 rzeczy za które jestem wdzięczna

1. Jestem wdzięczna za to, że mam wszystko na swoim miejscu (głowa, ręce, nogi).
2. Jestem wdzięczna za możliwość słyszenia (np. śpiewu ptaków).
3. Jestem wdzięczna za możliwość widzenia i podziwiania darów natury.
4. Jestem wdzięczna za to że czuję, dotykam, poznaje różne przedmioty.
5. Jestem wdzięczna za to, że mam rodzinę.
6. Jestem wdzięczna za każdy uśmiech syna który wywołuje we mnie radość.
7. Jestem wdzięczna za męża, którego kocham pomimo napięć które między nami się pojawiają.
8. Jestem wdzięczna za pracę, w której dobrze się czuje.
9. Jestem wdzieczna za wsparcie, zrozumienie i akceptację od psychoterapeutki.
10. Jestem wdzięczna za poznanie Lidki, cudownej kobiety która podnosi mnie po każdym upadku.
11. Jestem wdzięczna za to, że mogę być w grupie wsparcia która daje mi mnóstwo korzyści.
12. Jestem wdzięczna za możliwość pisania bloga, dzięki któremu się w pewnym sensie spełniam.
13. Jestem wdzięczna za możliwość mówienia, czytania i pisania.
14. Jestem wdzięczna babci za miłość, którą mnie obdarzyła.
15. Jestem wdzięczna za tlen dzięki któremu oddycham.
16. Jestem wdzięczna za przyjaciółkę, która potrafi rozśmieszyć mnie w każdej sytuacji i podnieść na duchu.
17. Jestem wdzięczna za dobre samopoczucie, które ostatnio u mnie bywa kruche.
18. Jestem wdzięczna za możliwość odpoczynku i zregenerowanie sił.
19. Jestem wdzięczna za siłę, która we mnie jest, tylko czasem o niej zapominam.
20. Jestem wdzięczna za poznanie nowych ludzi, którzy wnoszą pozytywy do mojego życia.
21. Jestem wdzięczna za spokojny dzień w którym brak rozchwiania emocjonalnego.
22. Jestem wdzięczna za możliwość chodzenia, biegania.
23. Jestem wdzięczna za możliwość nauki i możliwość wyciągania wniosków.
24. Jestem wdzięczna za każdy nowy dzień i nowe szansę.
25. Jestem wdzięczna za konstruktywną krytykę, dzięki której uczę się.
26. Jestem wdzięczna za możliwość poznania na nowo samej siebie.
27. Jestem wdzięczna za możliwość przeżywania różnych emocji, tych dobrych i tych złych.
28. Jestem wdzięczna za psa i kota którzy witają mnie za każdym razem.
29. Jestem wdzięczna za możliwość obejrzenia filmu w spokoju.
30. Jestem wdzięczna za słońce które świeci i rozświetla mi dzień.
31. Jestem wdzięczna za deszcz który chłodzi w upalne dni.
32. Jestem wdzięczna za dzień i noc.
33. Jestem wdzięczna za wzloty i upadki które uczą mnie pokory.
34. Jestem wdzięczna za pisanie książki i rozwijanie się w tej dziedzinie.
35. Jestem wdzięczna za empatię i możliwość zrozumienia drugiego człowieka.
36. Jestem wdzięczna za dobra materialne jak ubrania, sprzęt rtv i agd.
37. Jestem wdzięczna za jedzenie, dzięki któremu nie chodzę głodna.
38. Jestem wdzięczna za to, że jestem zdrowa fizycznie i moi najbliżsi również.
39. Jestem wdzięczna za to, że jestem tak po prostu, że żyje i stąpam po tym świecie.
40. Jestem wdzięczna za dziecko które we mnie jest, dzięki któremu jestem ciekawa świata.
41. Jestem wdzięczna za każde przytulenie syna, który udowadnia mi każdego dnia że kocha mnie z całych sił i jestem dla niego ważna.
42. Jestem wdzięczna za pamięć i inteligencję.
43. Jestem wdzięczna za muzykę, która pozwala przenieść się w marzenia.
44. Jestem wdzięczna za to, że omijają mnie prawdziwe tragedie i nieszczęścia.
45. Jestem wdzięczna za codzienne rozmowy o niczym.
46. Jestem wdzięczna za talent którym Bozia mnie obdarzyła.
47. Jestem wdzięczna za to że mam dach nad głową.
48. Jestem wdzięczna za pomoc i wyciągnięcie do mnie pomocnej dłoni.
49. Jestem wdzięczna za miłość którą darzy mnie rodzina.
50. Jestem wdzieczna za życzliwość i uśmiech innych ludzi. 

Rozpacz

Dziś jest dzień skrajnej rozpaczy. Znów przez niego, przez jego słowa, wypominanie i oskarżenia. Dłużej tak nie dam rady. Łzy płyną, nie mogę ich powstrzymać. To tak boli. Serce rozrywa się na pół. Staram się siebie pocieszyć ale kiepsko mi to wychodzi. Jest mi cholernie źle. Żałuję że żyję. Powinnam być parę metrów pod ziemią.

Terapia borderline

Kolejna sesja za mną. Niestety nie należała do przyjemnych. Było ciężko. Odważyłam się opowiedzieć terapeutce o swoich myślach i wewnętrznych przeżyciach. Musiałam zmierzyć się z ogromnym wstydem który temu towarzyszył. Ale udało się, pokonałam swoje słabości. W weekend pewna sytuacja uruchomiła we mnie duże pokłady autoagresji oraz nienawiści w stosunku do własnej osoby która trzyma mnie do dnia dzisiejszego. Moje samopoczucie jest poniżej zera. Nie potrafiłam skupić się na tu i teraz. Myśli krążyły wokół przeszłości. Na jic starania terapeutki, nie była w stanie mnie z tego wyciągnąć. To było zbyt silne. W niedalekiej przyszłości czeka mnie praca na wyobraźni, ale dopiero wtedy kiedy będę w lepszym stanie psychicznym. Cofniemy się z terapeutką do tego felernego dnia, tak abym mogła zmodyfikować swoje niekorzystne przekonania. Bym mogła się od nich uwolnić. Usłyszałam również słowa które wzbudziły we mnie złość i rozgoryczenie. Ale były prawdą. Prawdą której nie chciałam słyszeć, nie mówiąc już o zaakceptowaniu jej. Moje ego poczuło się zaatakowane. Starało się bronić, poprzez znużenie. Do końca sesji byłam śpiąca jak cholera. Mało pamiętam, co działo się po tych słowach. Uciekam w swój świat. Świat choroby. Oddalając się przy tym od rzeczywistości. I dobrze mi z tym wbrew temu że cierpię. Czuję się tam bezpieczniej mimo iż boli. Paradoks. Dużo czasu również poświęcam mojej wirtualnej rodzinie, co powoduje dystans do prawdziwych członków rodziny. Dostałam zalecenie aby przystopować i zacząć żyć w realnym świecie a grupę najlepiej opuścić. Niekorzystnie ona na mnie wpływa, bo ciągle skupiam się na tym co złe i bolące. Tak samo ma się rzecz z blogiem. Przykre to. Muszę się nad tym na spokojnie zastanowić i przeanalizować za i przeciw. Ogólnie sesja bardzo wyczerpująca psychicznie i fizycznie. Dostałam pracę domową. Mam napisać 50 rzeczy za które jestem wdzięczna. Ehh. Jak znajdę 5 to będzie dobrze. Trudne zadanie przede mną.

Znów ten gwałt po nocach mi się śni

Ojj ciężki, bardzo ciężki dzień. Emocje targają mną jak szalone. Pojawił się temat którego unikam jak ognia. Wyzwolił niechciane odczucia. Wspomnienia wróciły. Ból w sercu również. Nie daję sobie rady. To zbyt trudne. Mam ochotę zniknąć, zapomnieć. Ten gwałt… On jest przed oczami. Czuję go wyraźnie, czuję ten dotyk. Ten strach. Ból. Lęk. Wstyd. Upokorzenie. Wszystko naraz. To nigdy się nie skończy. To ciągle jest tak wyraźne jakby wydarzyło się wczoraj. Straciłam godność, szacunek do samej siebie. Czuję się jak dziwka, zwykła kurewka. Nic nie zrobiłam. Dałam przyzwolenie. Mogłam krzyczeć. Uciec. Zrobić cokolwiek. A nie zrobiłam nic. Rozumiecie? Kompletnie nic. To moja wina. Chcę się ukarać. Skrzywdzić. To tak boli. Chcę zagłuszyć ten ból. On rozrywa mnie na pół. Utraciłam swoją twarz. Patrzę na siebie w lustro z obrzydzeniem. Nienawiść eskaluje. Wewnętrzny krytyk nie daje odporu. Atakuje ze zdwojoną siłą.  Boże jak ja cierpię i nic nie mogę z tym zrobić. Jest mi źle, cholernie źle. 

Przemyślenia

Zaczynam uświadamiać sobie, że żaden mężczyzna nie jest mi do szczęścia potrzebny. Coraz częściej przelatują mi myśli po głowie odnośnie rozstania. Powoli dojrzewam do tej decyzji. Tylko jeszcze na to za wcześnie. Nie jestem gotowa. Ale przyjdzie moment że kopnę go w dupsko i zacznę w końcu żyć pełnią życia razem ze swoim dzieciaczkiem. Zaczynam dostrzegać błędy jakie popełniłam w swoim związku. Przede wszystkim to że poświęciłam się dla rodziny, zatracając przy tym siebie i swoje potrzeby, one odeszły na boczny tor. Liczył się tylko mąż i sprostanie jego oczekiwaniom. Wszystko robiłam dla niego, byłam na każde skinienie głową. Nie myślałam o sobie, to nie było dla mnie ważne. Ignorowałam siebie. A małżonkowi pozwoliłam na zbyt dużo. Traktowałam go jak Boga. Byłam wdzięczna za to że ze mną jest. Tak cholernie pragnęłam mieć koło siebie kogoś że nie liczyłam się ze swoimi uczuciami. Dlatego pozwalałam mu na krzywdzenie mnie, przymykałam oczy na jego wybryki. Cierpiałam w samotności zaciskając zęby. Ważne było tylko to by nie odszedł ode mnie. Nie zniosłabym samotności. Teraz za to płacę. Mimo iż staram się to zmienić to już jest za późno. Mam co chciałam. Teraz gdy zaczęłam myśleć o sobie i pielęgnować swoje potrzeby stałam się według niego egoistką. Ale wiesz co? Mam to gdzieś. Wiem że ja też jestem ważna i też muszę o siebie zadbać bo nikt tego za mnie nie zrobi. Zbyt długo pozwalałam na wykorzystywanie mnie do jakiś celów. Zbyt długo żyłam w kłamstwie, w swoim chorym świecie czekając że samo się coś zmieni. Niestety samo się nic nie zrobi. Wszystko zależy ode mnie, tylko ja mogę podjąć tą właściwą decyzję, tylko ja mogę zadbać o swoje szczęście. Nikt poza mną nie jest w stanie tego zrobić. Jeszcze niedawno byłam zagubionym dzieckiem które stało na bezdrożu dróg, nie wiedziało którą drogę wybrać. Teraz już wiem, wybrałam szlak o nazwie szczęście i będę nim podążać choć nie wiem co. Nic mnie nie złamie. Zapewne będę upadać, ale tylko po to aby wstać jeszcze silniejszą, gotową na wszystko.

Terapia borderline

Dziś jechałam na terapię pełna obaw. Od rana silny niepokój. Drżenia wewnętrzne. Czułam że wszystko się we mnie gotuję i tylko czekać jak wybuchnie niczym lawa z wulkanu. Taka cisza przed burzą. To niewyrażone emocje które powinnam okazać mężowi po ostatnich zaistniałych sytuacjach. Wypowiedziałam je dopiero na terapii. Opowiedziałam o minionych wydarzeniach, o zachowaniu męża, mojej biernej postawie i swoich odczuciach. Moja relacja z mężem w dalszym ciągu jest skomplikowana. Jedna wielka niewiadoma. Nie wiem na czym stoi dokładnie moje małżeństwo, jedynie co mi przychodzi do głowy to na kruchym fundamencie. W każdej chwili może to runąć. Mam mieszane uczucia w stosunku do niego. Czuję złość, żal, smutek ale także w pewnym rodzaju ulgę. Swoim zachowaniem uświadamia mi, co jest dla niego tak naprawdę ważne i na sto procent nie jestem to ja. Jeszcze niedawno byłoby mi przykro z tego powodu. A teraz?! Hmm… Zrozumiałam, że to nie miłość. Coś się wypaliło. Uczucia uschły jak kwiat bez wody. Nie wierzę już w jego słowa, obietnice. Są to słowa rzucone na wiatr. Przestaję walczyć o to małżeństwo. Zdaję się na los, zaakceptuje wszystko co przyniesie. Teraz czas zająć się sobą i swoimi potrzebami. To jest mój czas. Czas tylko dla mnie. W pewnym momencie ta cała złość i rozgoryczenie uleciało jak powietrze z balonu. Zrobiło się lżej na sercu, poczułam wewnętrzny spokój. Ostatnio coraz lepiej dogadujemy się z terapeutką, nasza relacja się zaciśnia, a rozmowa przypomina normalny dialog między dwiema dorosłymi osobami. Zero wstydu czy skrępowania. Kontakt wzrokowy utrzymany pomimo trudnych tematów. Miło wiedzieć, że jest ktoś kto mnie wysłucha, ktoś komu mogę zaufać i z kim mogę przepracować trudy życia.

Wkurw

Nosz kuźwa jaki ja mam wielki wkurw na księciunia. Mój Pan i Władca wyprowadził mnie z równowagi, zresztą jak zwykle ale teraz poleciał po całości. Zwlekłam się z łóżka by pójść do sklepu na zakupy na obiad. Stoję w tych garach na pół żywa a on mi oznajmia że nie będzie jadł obiadu i robi sobie zupkę chińską. Z tego wszystkiego aż nogi mi się ugięły. Tosz to ja robię by miał co zjeść, jakiś pożywny posiłek a on śmieciowe jedzenie będzie jadł. Królewicz pieprzony. A pomyśleć że mogłam sobie poleżeć i poodpoczywać. Chociaż to też byłoby zbyt piękne bo nawet herbaty by mi nie zrobił. Wczoraj na pół żywa o suchym pysku byłam, bo książę nie domyślił się, że żona by się napiła. Ważne że on się nażłobał piwska. Ehh. Co za życie. Mam ochotę rzucić to wszystko i wyjść jak najdalej stąd. Tylko sił brak.

Bezsilność

To grypsko mnie wykończy. Masakrycznie się czuję. Wczoraj cały dzień spędzony w łóżku. Bezsilność towarzyszy. Gardło w dalszym ciągu piecze a z nosa leci jak z kranu. Dodatkowo pojawił się kaszel. Dusi mnie tak że dmuchawki nie pomagają. Potrzebny odpoczynek i spokój na zregenerowanie sił. Ale niestety gorzej z tym spokojem. Mąż wczoraj popłynął tak jakbym miała zbyt mało problemów. Oczywiście wkurw na maksa tym bardziej że miał pod opieką syna. Czy to się nigdy nie skończy?! Gdyby było mało to teściowa ma do mnie o to pretensje. Tak jakby to była moja wina. Nie jestem przecież za niego odpowiedzialna, to nie ja kieruje jego życiem. Jest dorosły i wie co robi. Jednak w pewnym sensie czuję się współwinna. Wiem, że to ma związek ze mną, z moją przeszłością. On sobie z tym nie radzi. Gryzie go to od środka. Nie może spać, ciągle myślami wraca do tego. Chciałabym mu pomóc się z tym oswoić ale nie wiem jak. Mnie też to boli. Też nie akceptuje tego co się wydarzyło, ale staram się iść do przodu, staram się zapomnieć. Z tym że on mi nie pozwala. Gdybym mogła tylko cofnąć czas.

© 2017 Życie na krawędzi

Theme by Anders NorenUp ↑