Dziś jestem takim troszkę marudzącym dzieckiem. Przeziębienie mnie dopadło. Migdałki wyglądają jak ser szwajcarski, gardło pali jakbym papryczkę chili zjadła. W kościach łamie. Temperatura. Do tego z nosa leci. Masakra. Czuję się fatalnie. Na dodatek czeka mnie nocka w pracy. Nie wiem jak to przeżyję. Obudziło to we mnie moje wewnętrzne dziecko. Pragnie ono aby ktoś się nim zajął, zaopiekował i utulił. Chcę zwrócić na siebie uwagę, pokazać że cierpi i potrzebuje wsparcia. Buntuje się gdy widzi obojętność ze strony najbliższych. Staram mu się to wszystko co potrzebuje dać, jednak to za mało. Ono chcę coraz więcej i więcej.