Życie na krawędzi

Borderline

Month: Wrzesień 2017 (page 1 of 2)

Chora 🤒

Dziś jestem takim troszkę marudzącym dzieckiem. Przeziębienie mnie dopadło. Migdałki wyglądają jak ser szwajcarski, gardło pali jakbym papryczkę chili zjadła. W kościach łamie. Temperatura. Do tego z nosa leci. Masakra. Czuję się fatalnie. Na dodatek czeka mnie nocka w pracy. Nie wiem jak to przeżyję. Obudziło to we mnie moje wewnętrzne dziecko. Pragnie ono aby ktoś się nim zajął, zaopiekował i utulił. Chcę zwrócić na siebie uwagę, pokazać że cierpi i potrzebuje wsparcia. Buntuje się gdy widzi obojętność ze strony najbliższych. Staram mu się to wszystko co potrzebuje dać, jednak to za mało. Ono chcę coraz więcej i więcej.

Zdecydowanie lepiej

Ostatnio moje samopoczucie się ustabilizowało. Mam więcej chęci do wszystkiego. Brak wahań nastroju, a co za tym idzie, jestem spokojniejsza. W ostatnim czasie podjęłam pracę w firmie kurierskiej. Jestem zadowolona z tej decyzji i zmotywowana do działania. Ludzie są bardzo życzliwi i pomocni. Powoli wszystko zaczyna się układać. Na terapii zaczynam ostro pracować nad sobą, co przekłada się na zaistniałe efekty. Powoli zaprzyjaźniam się z moim borderem, przestałam walczyć bo nie miało to sensu. Wieczne nakręcanie i jazda kolejką górską. W tym momencie border został uśpiony. Nie tęsknię za nim. Choć wiem że zawsze ze mną będzie. Ale ode mnie zależy jak go wykorzystam. Dostałam dar, teraz wystarczy przełożyć go na pozytywy, wykorzystać swój potencjał do działania.

Wolność człowieka w sferze psychicznej

Wolność człowieka w sferze psychicznej. O tym jak owa wolność jest nam niezbędna do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie. O swobodzie w wyborach, naturalnym podejściu do samych siebie i innych ludzi. A przede wszystkim o byciu sobą, takimi jakimi jesteśmy, z naszymi wadami i zaletami. O tak, człowiek składa się z różnych cech i tych dobrych i tych mniej akceptowanych. Ważne jest jednak to co z tym zrobimy. Jakiego wyboru dokonamy. Czy będziemy dalej tkwić w pesymistycznym podejściu czy weźmiemy się do pracy nad sobą i nieakceptowanymi przez nas cechami charakteru. Większością z nas oczekuje, że wszystko samo się jakoś zrobi. Nic bardziej mylnego moi drodzy. To wszystko zależy od nas samych. Od tego jaki jesteśmy w stanie wysiłek włożyć w zmianę siebie i swoich przyzwyczajeń. Duża część społeczeństwa chcę być szczęśliwa i nie wie jak to osiągnąć. W pogoni za życiem codziennym zatracamy siebie, zapominamy co dla nas ważne, co nas raduje i sprawia przyjemność. Pokładamy nadzieję w innych, złudnymi oczekiwaniami przerzucamy odpowiedzialność za to na drugą stronę. Oczekujemy, że to inni powonni dać nam tą radość. A prawda jest zupełnie inna. Nie potrzebujemy innych aby nas uszczęśliwiali, jesteśmy w stanie sobie sami dać to szczęście. To tylko od nas samych zależy. Nie potrzebujemy innych aby nas wspierali, ponieważ sami możemy dać sobie zrozumienie i akceptację. Wszystko co potrzebujemy do egzystencji na ziemi jest w nas. My możemy sami sobie wszystko dać, w takich ilościach jakich potrzebujemy. Fakt wymaga to wysiłku, wielu wyrzeczeń a przede wszystkim walki ze swoimi słabościami. Jednak warto przejść przez to, po to by uzyskać niezależność psychiczną, po to by stać się wolnym człowiekiem. Wielu z nas przechodzi trudny okres w życiu. Zmagamy się z różnymi zaburzeniami natury psychicznej. Jedni z depresją, nerwicą czy zaburzeniami osobowości. Na wszystko patrzymy w czarnych barwach. Uważamy, że nic dobrego w życiu już nas nie spotka. Jesteśmy przesiąknięci pesymistycznym podejściem do życia. Często nie widzimy światełka w tunelu. Brak wiary w siebie i swoje możliwości blokuje nas przed rozwojem na poziomie świadomym. Niektórzy nie potrafią wyjść z roli ofiary, ciągle tkwią w błędnym schemacie i krążą na oślep po orbicie. Myślimy wolność? Hmm… Co to słowo oznacza tak dokładnie? Nie potrafimy być wolnym człowiekiem. Na plecach każdego z nas ciąży bagaż doświadczeń, patrzymy na wszystko przez pryzmat przeszłości. To ona nas ogranicza. Ona podcina skrzydła. Jednak zastanówmy się, co możemy z tym zrobić. Tak by wyjść z błędnego koła niechcianych myśli. Najlepszym sposobem będzie zdystansowanie się do tych wyobrażeń. Stopniowe podważanie nieodpowiednich myśli i zastępowanie ich pozytywnymi, bardziej konstruktywnymi. Robienie każdego dnia coś dla siebie, wyłącznie dla siebie. Odnalezienie radości w zwykłych codziennych czynnościach. Tak, życie składa się z drobnych rzeczy. Na ogół każdy dzień jest przewidywalny, taki sam jak poprzedni. Jednym słowem monotonia. Ale to my za nią odpowiadamy. Tylko my możemy coś zmienić w tym schemacie dnia. Każdego dnia stańmy przed lustrem, przywitajmy się ze sobą i bądźmy dla siebie dobrzy. Powiedzmy sobie coś miłego. Myślisz to niemożliwe? A jednak działa. Wystarczy tylko chcieć i uwierzyć. Każdy z nas jest wartościowy. Każdy z nas ma w sobie coś wspaniałego. Wystarczy odkopać to i wydobyć na światło codzienne. A później z tego się cieszyć. Twoja pewność siebie wzrośnie, a zaufanie poszybuje w górę. Rozmawiaj ze sobą samym, staraj się odnaleźć swoje wewnętrzne dziecko. Dodaj mu otuchy, wspieraj, zachęcaj do działania. Pokaż że jest ważne dla ciebie. Przytul je mocno do siebie i okaż miłość. Uważasz że to trudne? To prawda, wymaga wielu ćwiczeń ale nie jest niemożliwe. Dzięki temu wszystkiemu odnajdziesz siebie, odnajdziesz spokój, radość życia. Będziesz sobą i staniesz się wolny od ocen. Zaczniesz ufać sobie, a co za tym idzie innym. Nie będziesz bać się iść do przodu, błędy potraktujesz jako nauczkę a nie porażkę. Będziesz samowystarczalny. Uwolnisz się od poczucia winy i zaczniesz żyć pełną piersią. Spróbuj, przekonaj się. Nie masz nic do stracenia. Twoje życie może ulec zmianie na lepsze. Wystarczy że uwierzysz.

Terapia borderline

Dziś pojechałam na sesję kompletnie nieprzygotowana. Bez jakiegokolwiek tematu. Bałam się troszkę tego spotkania. Spodziewałam się ciszy, której nie lubię, bo powoduje u mnie uczucie dyskomfortu, jednak nic takiego nie miało miejsca. Toczyła się normalna rozmowa o życiu codziennym. Nie sądziłam, że o tym również można porozmawiać, że to również jest ważne, jak nie najważniejsze. To co czujemy na codzień czy w jakie kontakty interpersonalne wchodzimy jest jednym z czynników naszego życia. Dzięki temu dowiadujemy się jacy jesteśmy na codzień, jak kształtują się nasze relacje z innymi i jaki inni mają na nas wpływ. To co nas otacza i wpływa na nasze samopoczucie jest po prostu ważne. Nie zdawałam sobie z tego tak naprawdę sprawy. Uważałam, że moje życie jest nudne, monotonne ale takie nie jest mimo iż nie ma w nim fajerwerków. Ciągle coś się dzieje mimo iż nie wywołuje to we mnie fali emocji. Przecież czas płynie a ja razem z nim dryfuje. To jest tak jakby stabilizacja w której nie do końca potrafię się odnaleźć. Brak adrenaliny powoduje zastój emocjonalny. Dziwne uczucie ale potrzebne. To czas dla nas samych. Abyśmy mogli zdystansować się od codziennego chaosu. Byśmy mogli spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy, spokojnie przemyśleć i przeanalizować. To wszystko jest potrzebne. Inaczej byśmy zwariowali. Muszę się jeszcze dużo nauczyć, postarać się odnaleźć w tym wszystkim. Znaleźć coś co sprawia mi przyjemność, co wypełni moje życie. Przekształci negatywne schematy w pozytywne. Da mi siłę i wiarę w lepsze jutro. Ciężka praca przede mną ale wiem że warta wysiłku.

Emocje ucichły

Dziś emocje ucichły ale wczoraj to był zupełny armagedon emocjonalny. Jakby tornado uczuć i myśli. Nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Z dołu wielkości kanionu wpadałam we wściekłość i na odwrót. Szukałam zaczepki, tylko po to by rozładować napięcie wewnętrzne. Na szczęście w porę się opamiętałam, zanim nie zrobiłam głupstwa. Tak bardzo było mi źle. Rozczarowanie. Żal. Złość. Smutek. Mieszanka wybuchowa. Sprzeczne emocje. To wszystko spowodowało ten stan. Stan nie do wytrzymania.

Do M

Dlaczego tak mnie traktujesz?! Bawisz się moimi uczuciami jak zabawką. Dajesz nadzieję, tylko po to aby za chwilę wbić nóż w serce. Tobie nigdy tak nie robiłam, nigdy nie dawałam złudnych nadziei, tylko po to by za chwilę znów spowodować cierpienie. Zawsze wybaczałam, zawsze dawałam kolejną szansę i nie wracałam do tamtejszych wydarzeń mimo iż bolało. Wiesz co?! Poddaje się, przestaje walczyć. To jak walka z wiatrakami. Nie ma znaczenia ile razy powiem słowo przepraszam, ile razy zapewnie o swojej wierności, zawsze będzie tak samo. Od miesiąca karzesz mnie ciągle za tą samą rzecz. Być może masz rację mówiąc iż nie ma sensu być razem. Bo co to za życie gdy ciągle słowa ostre jak brzytwa idą w ruch. Gdy rana nie może zagoić się. Nie ważne co zrobię, będzie źle. Więc po co się starać?! Skoro zaraz zostaniesz potraktowanym z buta. To boli wiesz? Ciągła huśtawka Twoich emocji powoduje spustoszenie w moim sercu. Swoim zachowaniem znęcasz się nade mną psychicznie. Pastwisz jak nad małym robaczkiem. Mimo błędów które popełniłam, nie zasłużyłam na to.

Terapia borderline – Sukces

Ojj ciężka sesja za mną. Musiałam zmierzyć się ze swoimi słabościami, pokonać wewnętrzny opór przed mówieniem. Ale wiecie co?! Dałam radę! Choć nie ukrywam, wiele energii mnie to kosztowało. Przełamanie wstydu, lęku przed oceną i odrzuceniem. To wszystko spowodowało ogromny stres. Dokładnie go czułam w barkach. Z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem ból był nie do zniesienia. Ale na samym końcu poczułam ulgę, tak jakby ktoś zdjął mi kilkutonowy ciężar z serca. Z początku muszę przyznać, że wcześniejsza sesja dała mi sporo do myślenia. Terapeutka miała rację, że szukam oparcia wśród najbliższych. I mimo iż wiem że go nie otrzymwm, robię to dalej. Tylko po to aby utwierdzić się w przekonaniu że ludzie są źli a ja beznadziejna. Ciągle szukam potwierdzenia, zamiast wziąć sprawy w swoje ręce i zmienić tok rozumowania. Wiem gdzie tkwi problem. Teraz tylko ode mnie zależy czy coś z tym zrobię. Na ostatniej sesji terapeutka otworzyła mi oczy. Zrozumiałam, że muszę sama o siebie zadbać. Postarać się być wsparciem w trudnych chwilach. Muszę przestać się krytykować i zacząć doceniać. Nie ukrywam że z moim podejściem będzie to trudne. Tym bardziej że darze siebie nienawiścią. Ale mam nadzieję, że z jej pomocą uda mi się to osiągnąć. Że uda mi się zmienić. Wierzę w to. Nie wiem jeszcze jakim sposobem to osiągnę ale chcę spróbować. Chcę być w końcu szczęśliwa. Chcę uwolnić się od tego co było, móc sobie przebaczyć by pójść dalej z podniesioną głową. Kolejnym tematem były moje dalsze perypetie małżeńskie. Opowieść o pogodzeniu się z mężem, szczerej rozmowie itd. Mimo że na ten czas wszystko między nami jest w porządku, to nie czuję się szczęśliwa. Wręcz przeciwnie jestem wyobcowana, jakby to powiedzieć czuję się lekko zastraszona. Boję się cokolwiek powiedzieć, zrobić by niczego między nami nie popsuć. Boję się że każdy mój ruch może zostać źle zinterpretowany przez małżonka. Oddałam mu kontrolę nad swoim życiem. Czuję się poniekąd jak marionetka. Ograniczona ze swoich wyborów i poglądów. Ehh. Trzeba będzie nad tym jeszcze popracować. Druga część terapii była poświęcona bardzo intymnemu tematowi. Poruszenie go świadczy o moim dużym zaufaniu do terapeutki. Do tej pory nie wierzę, że udało mi się go poruszyć, a tym bardziej rozmawiać o nim. Rozmawiałyśmy o moich preferencjach seksualnych. O moim masochistycznym podejściu do tych spraw. Było mi wstyd przed terapeutką przyznać się do tego, co mnie kręci. A także wstyd przed samą sobą. Starałam się wyprzeć te treści, tak jakby mnie one nie dotyczyły. Jednak to jest prawda o mnie, taka jestem naprawdę. W końcu to zrozumiałam. I wiecie co?! Nie mam czego się wstydzić. To naturalne, każdy jest inny. To jest tak jak z tartą, jedni lubią ją na słodko a inni na ostro. To że lubię ostrzejszy seks nie oznacza, że jestem złym człowiekiem. Po prostu on mnie kręci, mam takie potrzeby i to jest zrozumiałe. Może kogoś to obrzydza, rozumiem i akceptuję opinie ale są też osoby którym się to podoba. Wszystko jest dla ludzi, póki wzajemnie się szanujemy i nie robimy krzywdy to czemu nie?! Prawa tym nie łamiemy. Gorzej jeśli jedna osoba tego chce a druga ma z tym problem. Tu pojawiają się schody. Ale myślę, że jest to kwestia dogadania. Zaakceptowania swoich potrzeb, pragnień czy fantazji. Obwiniałam się za swoją seksualność, za to że to co powinno mnie odpychać z wiadomych przyczyn, sprawia mi satysfakcję. Uważałam się za nienormalną, gorszą od innych. Biłam się z myślami. Odtrącałam część siebie i nienawidziłam za to. Powstawał konflikt wewnętrzny. A ja żyłam w wiecznym napięciu. Dziś zrozumiałam, że to że jestem ofiarą gwałtu nie oznacza, że nie mogę mieć takich czy innych preferencji. To są dwie różne rzeczy. I wzajemnie się wykluczają. Mam taki temperament a nie inny. Nie mogę go wypierać, bo to jakbym zrezygnowała z części siebie. Przez prawie połowę swojego życia moja seksualność była istnym chaosem. W głowie sajgon jakich mało. Na szczęście dziś przyznałam się przed samą sobą i staram się zaakceptować taką jaką jestem. Pod tą pozornie spokojną buzią kryje się demon seksu. Nie boję się już do tego przyznać.

Myśl za myślą płynie

Dużo myśli w głowie się przewija, zdecydowanie za dużo. Masa pytań na które nie znam odpowiedzi. Kim do cholery jestem ? Dlaczego tak bardzo dążę do destrukcji samej siebie ? Co mnie jeszcze czeka ? Czy zasługuje tylko na karę, cierpienie i śmierć? Dlaczego cały czas te nakrętne myśli? Co robić- w głowie tylko jedna odpowiedź na to pytanie, bezradność mnie ogarnia, brak sił do walki. Czy jest we mnie jeszcze nadzieja? Powoli wygasa. Czy kiedyś się pozbieram, wybacze, zapomnę o tym co się kiedyś wydarzyło? Strach ogarnia, czuje ze tracę zmysły, nie wiem dokąd zmierzam. Która ja to ta prawdziwa? Ahh mam już dość tego stanu

Terapia borderline

Kolejna sesja za mną. Ojj ciężko było. Wydarzenia ostatnich dni spowodowały, że zamknęłam się w sobie. Cierpienie było tak ogromne że nie dało się go opisać słowami. Coś tam gdykałam, ale nie za wiele tego było. To terapeutka musiała przejąć dziś inicjatywę i jestem jej za to wdzięczna że to uczyniła. Cały czas szukam wsparcia z zewnątrz zamiast dać je sobie samej. Liczę na innych że mnie zrozumieją, zaakceptują zamiast zrobić to samemu. Tak ciężko mi jest zaopiekować się sobą i swoim wewnętrznym dzieckiem. Tak bardzo chciałabym je ukoić, przytulić, powiedzieć że będzie dobrze ale chyba sama w to nie wierzę. W środku płaczę ledwo powstrzymując łzy. Nie widzę cienia szansy. Brak sił odbiera mi nadzieję. Wszystko straciło blask. Upadłam, ale wiem że muszę się podnieść. Muszę w końcu wziąć się w garść i zawalczyć o swoje szczęście. Muszę próbować wyrwać się z tego marazmu. Dla siebie i syna. On jest promykiem, światełkiem w tunelu. Cała sesja była poświęcona moim problemom małżeńskim. Rozmawiałyśmy, analizowałyśmy i tak do skutku. Zrozumiałam, że mąż również cierpi, nie radzi sobie z emocjami przez co wszystko odgrywa się na mnie. Ma problem sam ze sobą tylko nie jest tego świadomy. Prowadzi grę, chorą grę wciągając mnie w nią. Gra na moich emocjach jak na skrzypcach. A ja bez problemu daję się mu zmanipulować. Nie wiem co dalej będzie. Jak to wszystko się ułoży. Staram się myśleć racjonalnie choć to bardzo trudne w tym stanie. Muszę znaleźć w sobie siłę by zadbać o siebie i swój komfort psychiczny. Muszę w końcu stanąć jakoś na nogi.

Wielki dół

Jestem przygnębiona. Życie mnie dołuje. Nic nie cieszy. Wszystko smuci. Świat znów stał się szaroczarny. Brak kolorów. Emocje w środku rozpierdzielają. Złość wysuwa się na pierwszy plan, za nią nienawiść podąża. Znów chcę się ukarać. Ukarać za to że żyje. Nic mnie dobrego już nie czeka. Nie mam planów na przyszłość. Nadziei brak. Brak perspektyw. Chęci też nie ma.

Older posts

© 2017 Życie na krawędzi

Theme by Anders NorenUp ↑