Życie na krawędzi

Borderline

Month: Maj 2017 (page 1 of 6)

Brak sił do życia

Nie daję sobie już rady. Czuję, że coraz bliżej sięgam dna. Faza depresyjna wysuwa się na pierwszy plan. Znów łóżko mnie wzywa. Zasnąć i więcej się nie obudzić. Złe myśli zwiększyły natężenie. Każą skrzywdzić się. Mówią zabij się. Walka. Kurwa jedna wielka walka. Ileż razy można toczyć bitw? Mam dość. Każdy dzień jest walką. Chcę się poddać. Nie mam sił. Pieprzone myśli. Krytyk wewnętrzny dobija coraz bardziej. Wyzwiska padają pod moim adresem. On ma rację. Jestem nikim. Jednym wielkim gównem. Totalnym zerem. Na dodatek ten pieprzony smutek, bezsens, poczucie straty, choć nie wiem czego. Chce mi się płakać, ciąć. I te cholerne myśli. One mnie wykończą.

Niemy krzyk

Koszmarna noc. Pół przepłakanej w poduszkę. Morze łez wylanych. Krzyczę choć nic nie słychać. Niemy krzyk. Łzy jak groch spływają po poliku. Brak tchu. Jak dziecko zanoszące się od płaczu.

Wystarczy spojrzeć w moje oczy by dostrzec mój ból. Moje oczy dokładnie go odzwierciedlają. Spójrz i zanurz się w nich. Zobacz to czego nie widzisz – najchętniej rzekłabym. Oczy są zwierciadłem duszy. A moja dusza płacze.

Moje serce. Rozrywa się na pół. Powoli wykrwawia się. Ból. Przeklęty ból istnienia. Czuję go wyraźnie. Ileż jeszcze ran zostanie zadanych. Ileż muszę wycierpieć. Życie mnie nie oszczędza. Kopie dołki pode mną.

Jestem przy tobie. Tuż obok. Obecna. Udajesz że nie widzisz moich łez. Udajesz że nie słyszysz mego płaczu. Zero reakcji. Brak wsparcia. Odwracasz się ode mnie. A ja tak bardzo Cię teraz potrzebuję.

Nie zwracasz na mnie uwagi. Zajęty sobą. Ja wołam. Wołam o pomoc! Spójrz na mnie! Odezwij się! Przytul! To na nic. Brak zainteresowania. Znieczulica. Tak bardzo mi tego brak. Zwykłego gestu, słowa.

Odrzucenie

Dlaczego mnie to spotyka? Kolejne odrzucenie. Kolejne w pracy. Czy ja jestem aż tak złym człowiekiem? Czy to że mam problemy przekreśla mnie? Czy nie zasługuje na zwyczajne traktowanie? Widocznie nie. Jestem zwykłym śmieciem. Nikomu nie potrzebnym zbędnym balastem.

Czuję się beznadziejnie. Jest mi źle, cholernie źle. Wszystko w środku trzęsie się. Ponosi mnie. Jestem wściekła na siebie. To moja wina. Muszę się ukarać. Samozniszczenie uaktywnione. Nie chcę żyć! Cierpienie. Cholerne cierpienie. Żal. Niedowierzanie.

Ciche dni

Nastały ciche dni. Brak słów. Obojętność. Życie osobno. Każde z nas milczy. Udaje, że nic go nie obchodzi. W jednym kącie jedno, w drugim drugie. Brak spojrzeń. Tylko wrogość. Złość. Żal. Oddalamy się coraz bardziej od siebie. Ten związek nie ma przyszłości. Każdy dba o siebie i swoje potrzeby. Smutne to. Kiedyś zakochani, świata poza sobą nie widzieliśmy. Teraz każdy ma swoje życie. Swoje pasje, zainteresowania. Tęsknota za tym co było. Wszystko stracone. Bez przyszłości. Miłość wygasa, a może nigdy nie istniała. Bo jak można kochać nie interesując się drugą osobą

Złe myśli

Naszły mnie myśli, złe myśli o charakterze samobójczym. Całą swoją uwagę skupiam na nich. Nie mam wyjścia. Tak bardzo mi źle. Cierpię w samotności. Nikomu nie potrzebna. Jestem tylko ciężarem dla najbliższych.

Nie rozumieją mnie i tego nie zrobią. Nie chcą, za duży wysiłek. Tak bardzo to boli. Nie mam nikogo. Wszyscy przeciwko mnie. Ja sama. Ciągła walka o beznadziejny byt na tym świecie.

Dłużej tak nie potrafię. Nie mam sił dalej udawać. Czuję się coraz gorzej. Z każdym dniem poddaje się. Nie chcę już walczyć. Nie mam po co ani dla kogo. Nie chcę żyć. Nie chcę dłużej cierpieć. Czuję się jak w potrzasku. To wszystko mnie przerosło. 

Żal

Mam mnóstwo żalu do męża za wczoraj, za kiedyś, za całokształt. Zrozumiałam, że mu na mnie nie zależy. Nigdy nie wygram z jego wielką miłością. Zawsze butelka będzie na pierwszym miejscu, a ja głupia łudziłam się, że to się zmieni.

Moje małżeństwo to fikcja. Na pokaz. Z pozoru idealne. W środku wszystko się sypie. Nic nas nie łączy, wszystko zaś dzieli.  Miłość się skończyła. Ostatni promyk nadziei zgasł. Trudno rozpalić na nowo to, co się wypaliło. 

Zero wsparcia z jego strony, tylko wieczne obwinianie. Zamiast zrozumienia, atak. Ciągłe podejrzenia zamiast docenienia. Brak poszanowania moich wyborów. Zero komplementów tylko krytyka.

Wpędza mnie w poczucie winy. Nie czuję się przy nim bezpiecznie. Są chwile, że boję się go. Nie jestem szczęśliwa u jego boku. Ale nie mogę odejść. Sama sobie nie poradzę. Tak bardzo boję się samotności. 

Przez niego czuję się jak zero, jedno wielkie gówno. Samoocena poniżej zera. Jak zwykle wszystko jest przeze mnie. To ja jestem ta zła. Wiedźma zamiast żony. Przecież królewicz taki pokrzywdzony. Pan i władca. I to jest miłość?

Chciałabym w końcu nie czuć, nie myśleć, nie widzieć. Chciałabym zasnąć i się nie obudzić. Chciałabym umrzeć. Tak byłoby lepiej. Dla mnie, dla niego, dla wszystkich. Przestałabym być ciężarem. 

Wielki wkurw

Jak zwykle czar prysł. Dobry humor odszedł do lamusa. Wkurw na maksa. Wyszłam z domu i trzasnęłam drzwiami. Szanowny małżonek znów się nawalił. Spędził czas w ramionach butelki. Swojej największej miłości. I pomyśleć że chciałam zrobić dla niego romantyczną kolację. Sukinkot. Teraz niech się wypcha. Nigdy dla niego nie będę wystarczająco ważna. Pokłóciłam się z nim i wyzwałam od alkoholika. Powinien się leczyć. Ja pierdziele, rozpierdala mnie od złości. Najchętniej bym go udusiła gołymi rękoma. Panicz od siedmiu boleści. I jak tu wierzyć w jego intencje? Jego miłość? Królewicz pieprzony. Ach jaka jestem zła. Mało powiedziane wkurzona do potęgi entej. Wrr. Dziś będę gryzła 

Pozytywnie

Dzisiaj mega pozytywnie. Nastrój poszybował w górę aż do nieba. Załączam muzę na full. Aż chcę mi się skakać, tańczyć i śpiewać. Zabawa na całego. Dosłownie szaleństwo. Jak nie ja. Wszystko widzę w innych kolorach, świat przestał być bezbarwny. Uśmiech na twarzy pojawia się częściej. Odbicie w lustrze dziś nie straszy. Chyba jestem w euforii, hipomanii czy jak to się tam zwie. Ale dobrze mi z tym. Oby częściej takie dni jak ten mnie nawiedzały. 

Wygrana

Po całodniowej pustce, samopoczucie ostro w dół. Smutek mnie ogarnął. Dziwny i przerażający. Lęk pojawił się. Owładnął moje ciało. Moje myśli krążą wokół. Walczę o przetrwanie. Nie chcę się poddać. Nie tym razem. Muszę wygrać choć sił brakuje. Mobilizuje resztkę siebie do stoczenia bitwy. Nerwica jest silniejsza. Zwala mnie z nóg. Upadam po to by kolejny raz podnieść się. Próbuję dalej. Nic do stracenia nie mam. Odganiam złe myśli, zagłuszając je muzyką. Staje się pewniejsza. Na siłę uśmiecham się, wspominam dobre chwile. Nie daje się pokonać. Trwam w tej wojnie zbyt długo. Ciężki trud walki. Ale opłaciło się. Moja bitwa wygrana. Pierwszy raz w życiu nie dałam się pokonać lękowi. Duma mnie rozpiera. Motywacja rośnie.

Cmentarz

Byłam dziś na cmentarzu u babci, łzy poleciały. Mimo iż od jej śmierci minęły 3 lata to ja dalej nie mogę się z tym pogodzić. Była dla mnie jak matka, której emocjonalnie nie miałam. Wzięło mnie na małą refleksję i napisałam do niej kilka słów które odczytałam nad jej grobem.

Jak bardzo chciałabym być teraz z tobą babciu. Brakuje mi ciebie. Twojego dotyku który dawał ukojenie, twoich słów, które pocieszały, twojego promiennego uśmiechu, którym mnie obdarzałaś. A przede wszystkim twojej miłości, tej bezinteresownej.

Byłaś dla mnie wszystkim. To ty ocierałaś mi łzy gdy było mi smutno, to ty wysłuchałaś gdy miałam problemy, ty mnie wspierałaś i rozumiałaś. Byłaś przy mnie w trudnych nomentach. Zawsze mogłam na ciebie liczyć.

Nauczyłaś mnie kochać miłością niezwykłą. Akceptować innych. Szanować ludzi. Pokazałaś mi, że każdy problem da się rozwiązać. Że pieniądze to nie wszystko. A przede wszystkim nauczyłaś mnie być sobą. Dzięki tobie jestem kim jestem.

Teraz gdy nie ma cię obok, wiem co straciłam. Swojego prawdziwego przyjaciela, który dodawał otuchy w ponure dni. Straciłam cię babciu, już na zawsze. Już nie zobaczę tego uśmiechu, który oswietlał mi życie. Twych oczu w których widziałam swoje odbicie. Nie zaznam twojej miłości, w której można by się zatopić.

Tak bardzo chciałabym się teraz do ciebie przytulić. Zaznać twego dotyku. Usłyszeć twój głos kojący mój ból. Powiedzieć, że Cię kocham. Że jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Już nigdy cię nie zobaczę. Teraz gdy oglądam twoje zdjęcia, łezka w oku się kręci. Tak bardzo mi ciebie brak.

Tęsknię za tymi dniami i nocami wspólnie spędzonymi. Za rozmowami, wspólnym śmiechem. Wspólnymi wygłupami, spacerami. Za wspólnym czasem razem spędzonym. Za całą tobą tęsknię.

Po twojej śmierci gdzieś po drodze pogubiłam się. Zboczyłam z drogi, którą mi wskazywałaś. Zatraciłam swoje ja. Nie mogę się odnaleźć w dzisiejszym świecie. Bez ciebie on nie istnieje. To ty nadawałaś mu blask. Teraz stracił kolory, jest szary i ponury.

Potrzebuję twojego wsparcia, które doda mi sił do walki. Twoich oczu abym mogła zobaczyć to czego nie widzę. Twojej miłość, która pozwoli mi siebie znów zaakceptować. Twojej mądrości, która wskaże ponownie drogę. Całej ciebie. Bo ty to ja. Ja to ty. My. Razem tworzyłyśmy jedność.

Older posts

© 2017 Życie na krawędzi

Theme by Anders NorenUp ↑