Kolejna sesja za mną. Mam mieszane odczucia. Nie jestem zadowolona ze swojej aktywności. Jak zwykle stres mnie przyblokował. Dopiero po spotkaniu wszystko puściło. Obraz stał się przejrzysty a uczucia wyraziste. 

Moją relację z T porównałabym do placu budowy. Powoli stawiamy fundamenty bezpieczeństwa. Cegiełka po cegiełce budujemy zaufanie. Otwartą komunikację. Pokonujemy opór. Po to by zbudować pozytywny obraz relacji międzyludzkich.

Staramy się również zbudować pozytywny obraz mojej osoby. Poskładać wszystkie puzzle osobowości w całość. Praca nad samooceną. Poczuciem własnej wartości. Postawianiem granic. Istna dezorganizacja. Ale możliwe do wykonania. Tylko potrzeba czasu.

Dziś poddałam się nowemu doświadczeniu. Nie ukrywam, że spodobało mi się. Nawiązałam kontakt ze swoim wewnętrznym dzieckiem. Tym smutnym, przestraszonym.

Dzięki temu doświadczeniu miałam okazję spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Oczami tego 9-letniego dziecka. Poczuć co czuje. Czego mu brakuje. Zrozumieć co się z nim dzieje. 

W pewnym momencie poczułam ulgę. Zrobiło mi się cieplej na sercu. Uśmiech się pojawił. Przytuliłam je do siebie. Dałam mu to czego potrzebowało. Czego mu brakowało. 

Ten mały Rudzielec potrzebuje mnie. Mojej dorosłej wersji. Muszę się nim zająć. Zatroszczyć. Wesprzeć. Pomóc. A przede wszystkim nauczyć się go kochać. Stać się dla niego tym kogo mu brakuje. Troskliwą matką.