Przyszedł czas aby zakończyć to wszystko. Moje życie to nieustająca walka. Wieczna bitwa między różnymi częściami mojej osobowości. Racjonalność przeplata się z destrukcją. Brak logiki. Wieczny chaos. Poplątanie.

Ciągła nienawiść w stosunku do siebie. Strach i lęk towarzyszący na każdym kroku. Wycofanie. Ból rozrywający od środka. Łzy płynące gdy nikt nie widzi. I pustka. Cholerna pustka.

Złość i żal w stosunku do najbliższych. Brak zrozumienia. Wsparcia. Dobrego słowa. Wieczne podcinanie skrzydeł gdy próbuję lecieć. Pretensje. Krytyka na porządku dziennym. Niedocenienie.

Jestem sama. Samiutka w tym wielkim świecie. Zdana na siebie. Idę małymi kroczkami wzdłuż drogi. Wyboistej drogi. Ciągle pod górkę. Zaliczam upadek za upadkiem. Jednak za każdym razem podnoszę się. I walczę.

Motywacja spada z każdym dniem. Brak sił i chęci by stoczyć kolejną bitwę. Brakuje odwagi. Zmienność. Wieczna parabola. To jak walka z wiatrakami. Nigdy się nie skończy.

Chcę się poddać. Dłużej nie dam rady iść z tym bagażem doświadczeń. Zbyt ciężko. Czas porzucić to wszystko. Pozbyć się tego ciężaru. To nic dobrego nie przynosi.

Stoję nad przepaścią. Myśl za myślą płynie. Mętlik utworzył się w mojej głowie. Nie umiem podjąć decyzji. Waham się. Spoglądam w dół. Widzę ciemność. Serce bije jak oszalałe. Boję się.

Mówię sobie dość. Czas zakończyć ten rozdział. Pożegnać się z przeszłością. Ona mnie blokuje. Powoduje ten cały chaos. Moje życie to nie życie. To wegetacja.

Rzucam w przepaść cały swój dobytek. Każde wspomnienie. Myśli. Uczucia towarzyszące. Pozbywam się powoli każdej cząstki mnie. Tak będzie lepiej.

Teraz stoję na bezdrożu dróg. Zupełnie naga. Pozbawiona wszystkiego. Nie wiem którą drogą iść. Szukam drogowskazu. Zagubiona niczym dziecko. Przestraszona. Wyruszam w świat. Nowy lepszy świat.