Życie na krawędzi

Borderline

Date: Kwiecień 7, 2017

Kolejny atak

Ehh… Zbyt pięknie było. Szlak mnie zaraz trafi. Niby nic. A jednak pobudziło mój organizm. Iskierki przed oczami. Jakby z ogniska. Dezorientacja. Automat załączony. Pojawił się lęk. Niepokój. Pierwsze symptomy. Zaczynam dygotać. Serce wali jak oszalałe. Drżenie rąk. Oddech przyśpiesza. Strach przybiera na sile. Staram się uspokoić. Nie mogę. Mięśnie powoli odmawiają posłuszeństwa. Zaraz odlece. Siadam na łóżku. Omdlenie. Boję się. Myśli katują mój umysł. Nic nie jest racjonalne. Wszystko odległe. Obce. Hiperwentylacja. 

Fajek za fajkiem. Nie mogę znaleźć sobie miejsca. Nogi chodzą. Ból zaczyna doskwierać. Mięśnie sztywnieją. Zaczynam wariować. Zatracać się w tym wszystkim. Siadam. Trzęsie mym ciałem. Serce dalej wali jak młot. Oddech wciąż przyspiesza. Analiza. Niepokój. Strach. Lęk. Rozdrażnienie. Uczucie odrealnienia. Całkowite odcięcie. Nie panuje nad ciałem. To zbyt silne. Za słaba jestem. Nie potrafię tego zatrzymać. Ten stan. To nie do wytrzymania.

Coś mnie wzywa. Uśmiecha się do mnie. Szeptem woła: weź mnie. Afobam. Przyjaciel. Pomoże. Wyciszy. Uspokoi. Poddaje się. Biorę tabletkę. Chcę to zakończyć. Zbyt długo to trwa. Rozbicie. Pustka. Dziwne odczucia. Mój mózg wysiadł. Odmówił posłuszeństwa. Czas odpocząć. Zregenerować siły. Sen. Tego mi teraz najbardziej potrzeba… Reset systemu. 

Weekend

Dobry dzień. Samopoczucie w porządku. Humor dopisuje. Czas na porządki. Wymyślam zajęcia. By nie myśleć. Nie przekombinować. Koniec z analizą. Dołowaniem. Czas zacząć żyć. Wrócić do żywych. To czas dla mnie. Na zmianę. Na nową mnie. Uśmiech. Spontan. Luz. Z pozytywnym nastawieniem wkraczam w weekend. 

© 2017 Życie na krawędzi

Theme by Anders NorenUp ↑