Nowy dzień. Dzień przemyśleń. Decyzji. Nowych szans. Chęci. Motywacji. Zmiany. Wczorajsze popołudnie dało w kość. Łóżko. Zniechęcenie. Dół. Wielki dół. Spadek energii. Marzenia o śmierci. Samozniszczeniu. Morze łez wylanych. Chyba tak musiało być. Dostałam potężnego kopa. Kopa do życia. Czuję się oczyszczona. Ulżyło mi. 

Chcę walczyć. Chcę być szczęśliwa. Zmienić się. Dla siebie i syna. Muszę dać radę. Muszę wziąć się w garść. Przestać użalać. I nauczyć się żyć. Bo jak nie ja to kto. Musi być dobrze. Mam dla kogo żyć. Syn dodaje motywacji. Mobilizuje. Uśmiech jakim mnie obdarza, wynagradza wszystko. Ten cały ból. Czas zostawić przeszłość za sobą. Pogodzić się. By móc iść dalej. Z podniesionym czołem. By móc powiedzieć, że było warto.

Chcę podjąć się walki. Walki o siebie. Swoje zdrowie. Wiem że to trudne. Będą momenty zwątpienia. Buntu. Oporu. Ale chcę spróbować. By nie żałować. Wiem, że mogę liczyć na pomoc. Muszę ją tylko przyjąć. Zaufać. Uwierzyć. Przełamać lęk. Lęk przed bliskością. A najważniejsze, nie poddawać się. I dążyć do celu. Jestem zmotywowana. Gotowa. Do pracy. Ciężkiej pracy. O lepsze jutro. Życie. Moje życie.