Życie na krawędzi

Borderline

Month: Kwiecień 2017 (page 1 of 4)

Cios prosto w serce

Jest mi smutno i źle. Cholernie źle. Ja pierdole bardzo źle! Moje serce dziś pękło. Krwawi. Syn mnie nienawidzi. Jestem złą matką. Bardzo złą. Lepiej będzie mu beze mnie. Jestem najgorszą matką jaką można sobie wyobrazić. Bolesne ale prawdziwe. Nie zasłużyłam na jego miłość. Cios prosto w serce. Płacz. Wielki lament. Chcę umrzeć! Żyję dla niego, tylko dla niego. Teraz nie mam po co. Śmierć. Tylko ona na mnie czeka. Tylko o niej teraz marzę. A że marzenia czasem się spełniają to… Wszystko może się zdarzyć.

Zombie

Spać. Tak bardzo jestem senna. Naćpana lekami. Za dużo Tramalu. Za dużo Afobamu. Ostatnio łykam je jak cukierki. Jestem nie do życia. Zero myśli. Zero uczuć. Wypluta z emocji. Znieczulona. 

Chyba mnie wszystko przerosło. Przestałam dawać sobie radę. Znów autodestrukcja się wysuwa na pierwszy plan. Robię wszystko aby się zniszczyć. Wszystko jest nie tak jak powinno.

Rozpadam się…

Czuję że rozpadam się na kawałki.
Moja osobowość znów się podzieliła. Autodestrukcja załączona. Wewnętrzny krytyk doszedł do głosu.
Krzycze, choć to niemy krzyk. Wydobywa się z srodka. Rozpaczliwie próbuje krzyczeć pomocy. Ja – racjonalna stara się walczyć. Na razie bezskutecznie. 
Stany depresyjne powróciły. A z nimi smutek, żal, beznadziejność. Ucieczka w sen.

Odprężenie

Ciężki dzień. Emocje powaliły mnie na łopatki. Zalała mnie gigantyczna fala negatywnych uczuć. Muza nie dała rady zagłuszyć tego cholerstwa. Podwójna dawka Afobamu powinna wszystko załatwić. Przestać czuć. Przestać myśleć. Przestać istnieć. To moje motto na dziś.

Powoli wracam do siebie. Zaczynam odczuwać działanie tego cudownego specyfiku. Czuję jak powoli dostaje się do krwiobiegu i płynie w moich żyłach. Lekkość. Obojętność. Czuję przyjemne odprężenie. Robię się spokojniejsza. Wyciszona i senna. Moja ja-racjonalna przegrała tą walkę. Ja-destrukcyjna zwyciężyła. Ma moc. Trudną do ogarnięcia. Ale to nie koniec. Nie poddam się tak łatwo. Teraz przyszedł czas na sen. Trzeba odpocząć po tym maksymalnym pobudzeniu.

Rozpierducha

Targają mną emocje. Silne emocje. Mam ochotę coś zrobić. Ponosi mnie. Jestem nabuzowana. Nie mogę sobie poradzić. Destrukcja dochodzi do głosu. Nie mogę znaleźć sobie miejsca

Wewnętrzny głos każe się skrzywdzić. Pociąć. By poczuć ulgę. Ukojenie. Jestem jak po dopalaczach. Nogi chodzą. Ręce drżą. Chaos w głowie. Nie umiem tego zatrzymać. W środku wszystko krzyczy. Muszę to wyładować

Powrót borderline

Czacha dymi po całodniowej głodówce. Rozdrażnienie zaczyna towarzyszyć. Niepokój powoli się pojawia. Wewnętrzny krytyk się obudził do życia. Zaczyna nadrabiać ostatnie ciche dni. Atakuje ze zdwojoną siłą. Nakręca do działania. Znów stare schematy wracają. Zero pustki. Natłok myśli. Totalny chaos w głowie. Zero skupienia. Myśli krążą. Zaczynam odczuwać. Wracać do siebie. Ja-destrukcyjna zaczyna się odzywać. Bez powodu. Złość. Gniew. Nienawiść. Kolejna dawka emocji. W końcu czuję że żyje. Borderline jest znów ze mną. Powrócił. Tęskniłam za nim. Zostań. Rozgość się. I nie odchodź.

Mój blog to tylko albo aż ubrane w słowa emocje… Piszę o emocjach i z emocjami… O świecie, życiu, ludziach, uczuciach, wspomnieniach, marzeniach, nadziejach, rozgoryczeniach… Mój blog to moja opowieść o codzienności… Z kolcami i całą resztą… Bo słowa to tylko słowa, dopóki nie zrozumiesz, co znaczą… A z emocjami to sprawa w ogóle nie taka łatwa… Witam na moim blogu…

Zastój emocjonalny

Jeszcze jestem w szoku po wczorajszej sesji. Nie dochodzi do mnie nic. Zero jakichkolwiek uczuć. Ani negatywnych ani pozytywnych. Kompletna niemoc odczuwania. Zastój emocjonalny. Pustka. Aż boję się gdy to wszystko puści i zaleje mnie fala stłumionych emocji.

Sprzeczności

Mam mętlik. Przeogromny mętlik. Rządzą mną sprzeczne emocje. Ulga przeplata się z żalem. Radość z nienawiścią. Spokój z chaosem.

Rzeczywistość odchodzi na dalszy plan. Czuję że to wszystko jest snem. Że nie wydarzyło się. Nie wierzę. Nie dochodzi to jeszcze do mnie. 

Szok. Niedowierzanie. Dałam radę. Ale jak to możliwe? Czy ja naprawdę to wyrzuciłam z siebie? Czy to się naprawdę wydarzyło?

Dziś zrozumiałam to czego nie umiałam. Zobaczyłam to czego nie widziałam. Umysł się rozjaśnił. Świadomość dopuściła wyparte treści. 

Strach odszedł. Zabrał lęk ze sobą. Zmniejszył ból. Ten przeklęty ból wewnątrz mnie. Lżej na sercu. Rana oczyszczona. 

Czas dojść do siebie. Wrócić myślami do rzeczywistości. Choć będzie trudno. Bardzo trudno. Rozbicie emocjonalne osiągnęło maksymalne natężenie. 

Naruszyłam głaz. Twardy głaz. Rozkruszył się pod wpływem rozmowy. Uwolniłam emocje. Silne emocje skrywane przez lata. 

Apogeum nadchodzi. Logika przestaje mieć znaczenie. Emocje wygrywają tą bitwę. Jestem wykończona. Psychika siadła. 

Odpoczynek. Sen. O tym teraz marzę. Potrzebuję tego. Brak sił. Totalne wyczerpanie. Zawieszenie. Opadam bezwładnie na ziemię.

Terapia Borderline: Sukces

Dałam radę. Duma mnie rozpiera. Brawo ja!

Dziś miałam najtrudniejszą sesję w życiu. Pierwszy raz opowiedziałam całe zdarzenie gwałtu komukolwiek. Moja terapeutka jest pierwszą i ostatnią osobą ktora tego doświadczyła. Jestem cholernie rozbita emocjonalnie. Emocje mną targają. Ale czuję również ogromną ulgę. Dosłownie jakby kilku tonowy kamień spadł mi z serca.

– To jak zaczynamy? Jest pani pewna, że chce porozmawiać na temat gwałtu?

– Chyba tak. Postawiłam sobie wysoko poprzeczkę.

– W takim razie proszę mi o tym opowiedzieć.

Cisza. Znów dopadły mnie niechciane emocje. Wstyd. Skrępowanie. Obawa. Chcę pozbyć się w końcu tego traumatycznego wspomnienia. Zmuszam się do mówienia.

– Umówiłam się z tym chłopakiem przez internet. Mieliśmy się spotkać, poznać, pobawić. Szukałam akceptacji.

– Chciała Pani aby ktoś Panią w końcu zaakceptował i pokazał że mu na pani zależy.

– Dokładnie.

– Co było dalej pani Agnieszko?

Jak to co? Kuźwa. Zostałam zgwałcona. Czy tak trudno się tego domyślić.

Cisza. Kolejna pieprzona cisza. Jak ja jej nienawidzę. Zamykam się w sobie. A wewnętrzny krytyk atakuje. Nie jestem w stanie nic z siebie wydusić.

– W jaki sposób mogę pani pomóc?

– Nie wiem

Spuściłam głowę w dół. Wstyd nie pozwolił na otwarty dialog.

– Pewnie dziwnie patrzy się na moje włosy?

– Dlaczego? Ładny kolor

– Cały czas czuję Pani wzrok na sobie

– Czy będzie lepiej pani się czuła jak usiądę obok pani?

– Możemy spróbować

Terapeutka usiadła na fotelu obok mnie. Ja dalej ze spuszczonym wzrokiem próbowałam coś z siebie wydusić.

– Co się dzieje teraz w pani głowie?

– Walczę sama ze sobą

Ruda ogarnij się. Opowiedz to w końcu. Po to tu przyszłaś. Ulży ci. Ona chce ci pomóc. Nie ocenia cię.

– A więc umówiliśmy się. Pogoda się popsuła. A że miło nam się rozmawiało, to zaprosiłam go do domu

– Czyli nic nie wskazywało na to, że chce Panią skrzywdzić. Wydawał się w porządku?

– Tak

– Proszę dalej mówić

– Rozmawialiśmy i oglądaliśmy tv. W pewnym momencie…

Nie mogę. Nie dam rady. Łzy napływają do oczu. Głos zaczyna się łamać. To tak boli

– Pani Agnieszko?

– Rzucił się na mnie. Zaczął nachalnie mnie całować, dotykać.

Jest mi źle. Cholernie źle. Znów po raz kolejny przeżywam ten gwałt.

– Jestem beznadziejna

– Dlaczego pani tak myśli? Czemu się pani krytykuje?

– To moja wina

Zamyśliłam się. Znów oddalam się od rzeczywistości.

– Pani Agnieszko wszystko w porządku?

Nic nie jest w porządku. Moja wina. Musiałam czymś sprowokować. On mnie skrzywdził. Tak bardzo zranił.

– Tak, w porządku

– Co działo się dalej?

– Zerwał ze mnie bluzkę. Zaczął dotykać.

Jak mi wstyd. Nienawidzę siebie. Jak mógł to zrobić. Sukinkot. Strach. Lęk.

Staram się kontynuować.

-Zdjął siłą spodnie i… Zgwałcił mnie. Tak bardzo bolało. Chciałam umrzeć.

Kolejna porcja ciszy. Tej cholernej ciszy.

– Czy wtenczas czuła się pani winna tego zdarzenia?

– Nie. Byłam ofiarą. Zostałam skrzywdzona. To był mój pierwszy raz.

Nastała cisza. Dłuższa cisza. O dziwo nie przeszkadzała mi. Łzy w oczach. Ból i ulga jednocześnie.

– Czy mogę chusteczkę?

– Jak najbardziej.

Powiedziałam to. Powiedziałam. Wreszcie wydusiłam z siebie to wszystko.

– Co się działo potem?

– Po wszystkim ubrał się jak nigdy nic i wyszedł. Zostawił mnie tam samą. Usiadłam na łóżku i zaczęłam płakać. Emocje mną targały. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje.

– Była pani w szoku. Co działo się dalej?

– Poszłam do łazienki. Czułam się brudna. Bardzo brudna. Musiałam zmyć z siebie ten brud. Po kąpieli upiłam się. By nie czuć. Nie myśleć. Chciałam umrzeć.

– Jak rodzice dowiedzieli się zdarzeniu?

– Zastali mnie płaczącą w łóżku. Sąsiad powiedział im że był u mnie murzyn. Domyślili się.

– Jak zareagowali?

– Matka spytała tylko czy potrzebuje tabletki 72 godziny po.

Kochana matka. Ona też ma mnie w dupie. Nie pomogła mi. A ja ją tak bardzo potrzebowałam. Potrzebowałam wsparcia. By była obok.

– Pani Agnieszko może pani wrócić teraz do mnie i na mnie popatrzeć?

Pewnie się rozmazałam. Co ona sobie o mnie pomyśli? Że jestem słaba. Łzy są oznaką słabości. Żałosna jestem. Rozczulam się nad sobą.

– Nie dam rady

– Proszę spróbować

Po chwili jednak decyduje się na nią spojrzeć. Nieśmiałym i wystraszonym wzrokiem spoglądam na terapeutkę.

– Dziękuję za zaufanie. Za podzielenie się swoją historią.

Terapeutka obdarzyła mnie troskliwym i współczującym wzrokiem. Poklepała mnie po plecach i delikatnie uśmiechnęła się do mnie. Po czym wróciła na swoje miejsce.

Opowiadając to czułam się zawstydzona, skrępowana całą sytuacją. Łzy cisneły się do oczu. Broniłam się aby się nie rozkleić. W końcu łzy popłyneły. Nie wytrzymałam. Ból był nie do zniesienia. Całkowicie poddałam się emocjom. Ciężko było mi opowiadać przebieg zdarzenia. Tętno przyspieszało coraz bardziej. Moje serce oszalało. Suchość w ustach utrudniała mówienie. Głos drżał i się załamywał. Czułam całą gamę emocji. Tych trudnych emocji.

Ten temat był dla mnie cholernie trudny. Ciężki do przebrnięcia. Gwałt odebrał mi wszystko w co wierzyłam. Godność, kobiecość, poczucie bezpieczeństwa.

Terapeutka nie pospieszała mnie. Nadawała odpowiedni rytm. Stworzyła idealne warunki do rozmowy. Czułam się bardzo bezpiecznie w jej gabinecie. Swoją postawą dodawała otuchy. Odwagi której bardzo potrzebowałam. Jestem jej za to cholernie wdzięczna.

Gdy udało mi się wypowiedzieć ostatnie zdanie, przyszło się zmierzyć z rzeczywistością. Najgorzej było po wszystkim spojrzeć na terapeutkę.

Dałam radę. Pokonałam lęk przed oceną. Strach przed mówieniem. Blokady całkowicie puściły. Zmierzyłam się z tym przerażliwym bólem. Doznaną krzywdą. Cieszę się, że mi się udało. Chcę walczyć. Chcę być szczęśliwa. Zrzucić ten obronny pancerz. Uwolnić się od przeszłości.

Older posts

© 2017 Życie na krawędzi

Theme by Anders NorenUp ↑