Dzisiejsza sesja była bardzo trudna i wyczerpującą. Dosłownie emocjonalny matrix. Chwila zwątpienia w sens terapii się pojawiła. Chaos. Pracowaliśmy dziś na zdjęciach z dzieciństwa. Jedne wywoływały pozytywne odczucia, inne zaś neutralne. Ale jedno zdjęcie w szczególności przypomniało mi negatywny aspekt mojego życia. Na tym zdjęciu byłam ja z moim przyszłym oprawcą. Wspomnienia wróciły, pojawił się ból, strach, lęk, wstyd, upokorzenie a w środku cała dygotałam. Spuściłam wzrok na ziemie, nie bylam w stanie utrzymać kontaktu wzrokowego z terapeutką. Odcięłam się od rzeczywistości i zanurzyłam w przeszłości. Byłam nieobecna. Sparaliżowało mnie. Przerażenie w oczach. Czułam się skrępowana. Dopiero T przywróciła mnie do „tu i teraz”, mówiąc do mnie kojącym głosem. Chciałam jej o wszystkim opowiedzieć ale nie potrafiłam, wycofałam się z obawy przed odrzuceniem i oceną. Pamiętam jak rodzice zostawili mnie samą po gwałcie. Zero wsparcia z ich strony. Utwierdzili mnie w przekonaniu że to moja wina. Nie potrafię o tym zapomnieć. Mimo iż wydarzyło się to 10 lat temu, to czuję jakby miało to miejsce wczoraj. Moje życie zatrzymało się. Wróciłyśmy z T do dalszej pracy, ale już do końca spotkania nie bylam w stanie na niczym innym się skupić aniżeli tamtym zdarzeniu. Umówiłyśmy się na dwie sesje w przyszłym tygodniu, może ruszę do przodu. Czas pokaże. Roztrzęsiona ze łzami w oczach wróciłam do domu. Zdaję sobie sprawę z tego że będę musiała przepracować ten temat i że będzie cholernie ciężko o tym mówić. Najchętniej wymazałabym ten przeklęty dzień z pamięci. Zapomnieć, nie czuć, nie myśleć. Ale bez tego nie ruszę z terapią do przodu. Czeka mnie bardzo trudny okres. Mam ochotę się wycofać ale to nic nie da. To będzie zwykła ucieczka od życia, samej siebie. Potrzebuję siły by przetrwać ten czas. Odwagi by zmierzyć się z przeszłością i emocjami, zamrożonymi uczuciami. Nadziei i wiary, że wszystko się ułoży. Dylemat, mętlik, chaos myśli. Muszę na spokojnie wszystko sobie poukładać