Życie na krawędzi

Borderline

Month: Marzec 2017 (page 1 of 3)

Terapia borderline

Dzisiejsza sesja bardzo nieudana. T stwierdziła, że wykorzystuje terapię i ją samą do skrzywdzenia siebie. Że jest to również przejaw mojej autodestrukcji. Podświadomie szukam potwierdzenia, że to co o sobie myślę jest jednak prawdą i za wszelką cenę zmierzam do tego aby to sobie udowodnić. Dzisiejsze spotkanie było tego przykładem. Z jednej strony chciałam wyrzucić z siebie ten ból i poruszyć temat gwałtu bo ciągle nie daje mi spokoju ale z obawy przed przykrymi emocjami i wstydem nie zrobiłam tego. Ale i tak czułam się źle i beznadziejnie przez wyrzuty że tego nie zrobiłam i że spanikowałam. Postanowiłam sobie że dziś dam radę i T zaoferowała mi pomoc w rozmowie itd. Jednak nie potrafiłam przyjąć tej pomocy i ją odrzuciłam. Siedziałam nieruchomo w milczeniu. Postawiłam mur między nami i bombardowałam się myślami a także wyrażałam krytykę w swoją stronę. Przed oczami obrazy. Ten pokój. To łóżko. On. Ja. Mój strach. Płacz. Panika. Nie byłam tu i teraz. Byłam tam. Znów czułam ten oddech. Ból. Nienawiść. Emocje wróciły. Chyba mam zbyt dużo oczekiwania względem siebie. 

Tak czy siak wpędziłam się sama w te emocje tylko w sposób destrukcyjny. Z tego powodu i tak nakręciłam spirale negatywnego myślenia i chęci ukarania się. Poczułam silną złość na siebie. Ehh. Zagmatwane to wszystko

Wolne od pracy

Miesiąc z głowy. Zwolnienie. Noga usztywniona. Leki. Odpoczynek. Ból. Obrzęk. Ehh.

Upartość

Jak ciężko jest mi przyjąć pomoc od kogokolwiek. Nie ważne że mam naciągnięte wiązadło w stawie skokowym i nie mogę chodzić a i tak to robię bo nie chcę aby ktoś mnie wyręczał. Głupio mi. Nie potrafię inaczej. To samo mam z T. Od niej również nie umiem tego przyjąć. Dziwnie się z tym czuję. Zawsze musiałam radzić sobie sama i teraz mam z tym wielki problem. Upartość to moja największa wada…

Wypadek

Miałam mały wypadek w pracy i stopa usztywniona w ortezie. Jak pech to pech. Samopoczucie dziś nijakie. Ciężko opisać. Czuję się taka bezbarwna. Niby chaos w głowie. Myśl za myślą przepływa. Ale zero uczuć. Jakby nie istniały. Pustka towarzyszy. Zupełna próżnia. Miejmy nadzieję, że to przejściowy etap. Oby jutrzejszy dzień przyniósł więcej optymizmu i radości.

Terapia Borderline

Ojej jak ja się dzisiaj stresowałam spotkaniem z terapeutką. Od rana bóle brzucha, mdłości, zawroty głowy. Myślałam, że nie dojadę na sesję. Ciężko było. Na szczęście już jestem po. Szczerze mówiąc to nie potrzebnie się martwiłam. Z początku było mi wstyd za swoje impulsywne zachowanie sprzed kilku dni. Wycofana i zamknięta w sobie. Niedostępna. Zawstydzona. Z poczuciem winy i pogardy dla samej siebie. Ciężko było mi cokolwiek powiedzieć. Było mi po prostu głupio. T wytłumaczyła mi, że takie sytuacje się zdarzają, że nie zawsze postępujemy tak jak powinniśmy. Że dzięki takim sytuacją możemy im się bliżej przyjrzeć i zobaczyć jakie schematy nami rządzą. Że nie zawsze w emocjach myślimy racjonalnie. Powiedziała również że nie jest na mnie zła i nie skreśliła mnie. Że zdaje sobie sprawę z tego, że to jest również jej wina, ponieważ zapomniała i przez to wyszło to całe nieporozumienie. Zdziwiło ją jednak to, że całą swoją złość do niej skierowałam w stosunku do własnej osoby, a nie do niej. Jestem jak karzący rodzic. Sama dla siebie jestem ciężarem. Uświadomiła mi również, że staram się ją sprowokować do odrzucenia mnie. Ale ona tak łatwo się nie podda. Rozumie moje mechanizmy obronne i schematy mojego działania. Mam silny lęk przed bliskością. Stwierdziła, że nie zostawi mnie choćbym pisała gorsze rzeczy. Że będzie przy mnie tak długo jak będzie potrzeba. Że poradzimy sobie z tym wszystkim. Z moją całą emocjonalnością. Skrajnościami. Stanami depresyjnymi. Zachęcała mnie do założenia bloga. Tak abym całą swoją negatywną energię zamieniła w twórczość. Mamy pracować nad zmianą mojego myślenia, odreagowywania itd. Byłam bardzo zaskoczona jej postawą. Była miła, uprzejma, opanowana, nie oceniała mnie. Spodziewałam się krytyki, wyrzutów a nawet zerwania relacji. Zamiast tego otrzymałam zrozumienie, akceptacje i wsparcie. Wzruszyłam się jej postawą. Nikt nigdy nie potraktował mnie w taki sposób. Taki pozytywny sposób. Może nie warto walczyć, tylko zaufać. Dać sobie szansę na pomoc. Pozwolić T wejść do mojego wewnętrznego świata. Zacząć współpracować i walczyć o lepsze życie. Wiem jedno. Dzisiejsze spotkanie dało mi sporo do myślenia. Przyniosło w pewnym sensie ulgę. Chociaż w dalszym ciągu pozostał niesmak wcześniejszego zdarzenia

Wyrzuty

Całą noc nie mogłam spać. Wyrzuty sumienia nie dawały. Jak mi wstyd, cholernie wstyd. Dałam ponieść się emocjom. Teraz naprawdę to koniec tej relacji. Po tym wszystkim nie będę w stanie do niej pójść. Zrobiłam z siebie totalną kretynkę. Jak ja nienawidzę tego bordera. Niszczy mi życie. T nie zasłużyła na takie traktowanie z mojej strony.

Powrót do rzeczywistości

Wracam do rzeczywistości. Teraz mam poczucie winy i wstyd mi. Nie powinnam tak się zachować. To że mam borderline nie jest usprawiedliwieniem. Pojechałam po całości. Do tego stopnia że zaproponowała mi, że jeśli będę chciała to wezwie do mnie pogotowie. I to mnie otrzeźwiło. Ocknełam się. Racjonalne myślenie zaczęło wracać. Znów zniszczyłam relacje, ważną relacje. Ehh. Miałam silny przymus zniszczenia tej relacji i to osiągnęłam. Kac moralny. Teraz jestem wściekła na samą siebie. Znów nienawiść potęguje

Terapia borderline

Już po sesji. Więcej tam nie pójdę. Cholernie źle się czuję. Emocje targają na wszystkie strony. Muszę sobie zaraz zapodać benzo aby to przetrawić. Koniec z terapią, nie potrzebuje jej, nikomu nie warto ufać. Wszystko co dobre, miłe i fajne szybko się kończy. Dam sobie sama radę. Przynajmniej nikt mnie nie skrzywdzi. Wielki dół i wkurw. Ehh. Roznosi mnie. Mam silną chęć skrzywdzenia się. Muszę poczuć ból fizyczny aby ukoić to wszystko. 
Dla wszystkich liczy się tylko kasa, nie człowiek. Przykre ale prawdziwe. Poprzednia terapeutka ciągle utwierdzała mnie w przekonaniu że jestem w czarnej dupie, a ta przed którą zaczynałam się otwierać patrzy tylko na kasę. Nie zasługuje na żadną pomoc. Sama sobie poradzę. Nie warto ufać. Same rozczarowania i cierpienie. Ponosi mnie. Byłam w poniedziałek i z góry zapłaciłam za dwie sesje, tzn poniedziałkową i dzisiejszą. I po skończeniu sesji ubrałam się i pożegnałam jak zwykle, a T do mnie, że zapomniałam zapłacić za to spotkanie. Powiedziałam jej że w poniedziałek zapłaciłam, zapomniała o tym. Poczułam się jak naciągacz, oszust. Czuję się upokorzona. Nigdy nie zdarzyło mi się abym nie zapłaciła. Albo płaciłam po sesji albo z góry. Widać że mi nie ufa, ja jej również. Nie warto dalej tego ciągnąć. Dałam ponieść się emocjom. Wyrzuciłam wszystko co leży mi na sercu.

Noc

Ciężka noc. Nie mogłam zasnąć. Po położeniu się do łóżka, natłok myśli się pojawił. Zupełnie nie mogłam sobie z nim poradzić. Mnóstwo chaotycznych przemyśleń i analiza. Do tego stopnia że powoli zaczynałam tracić kontakt z rzeczywistością. Pojawił się silny niepokój, rozdrażnienie i duży lęk. Natrętne myśli zaczęły nękać. Strach zaczął towarzyszyć a z mojego ciała dochodziły kolejne symptomy, jeden po drugim. Atak paniki. Już dawno nie miałam z nim styczności. Zapomniałam jakie to przerażające uczucie. Nie byłam w stanie tego powstrzymać. Jeszcze bardziej nakręcałam kolejne objawy. Karmiłam go swoimi lękami. W końcu całkowity reset, odcięcie. Umysł nie wytrzymał wytężonej pracy. Styki spalone. Depersonalizacja.

Wewnętrzna bitwa

Do głosu dochodzi ja – buntownik z ja – destrukcyjną chcąc sabotować terapię. Mam silny przymus niszczenie wszystkiego co do tej pory osiągnęłam. Mam ochotę prowokować do odrzucenia, testować cierpliwość swojej T. Tak by mnie wyrzuciła z terapii. Moje ja – racjonalne i ja – wrażliwe stara się podjąć walkę i się przeciwstawić temu. Próbuję zrozumieć co za tym stoi. Lęk przed bliskością? Przywiązaniem? Oceną? Strach przed porzuceniem? Przymus autodestrukcji? Chęć ucieczki i zadania sobie bólu? A może wszystko naraz? Nie mam pojęcia. Coraz częściej moja wrażliwa część osobowości pragnie wyjść z ukrycia. Pokazać jak jej trudno, że sobie nie radzi i potrzebuje wsparcia. Że jest słaba i bezbronna. Chcę przebić się na zewnątrz. A ja – buntownik nie zamierza jej pozwolić. Nie chce aby wyparte treści i emocje ujrzały światło dzienne. Buntuje na różne sposoby. Nakręca do samozniszczenia. Nieustanna bitwa między tak różnymi od siebie światami powoduje chaos w mojej głowie. Wewnętrzna walka trwa. Rozbicie. Pustka. Chwilowy zastój emocjonalny.

Older posts

© 2017 Życie na krawędzi

Theme by Anders NorenUp ↑