Życie na krawędzi

Borderline

Month: Luty 2017

Piekło

Moja dusza krwawi. Powoli umiera. Kawałek po kawałku rozpada się. Spadam w otchłań. Przepaść. Nicość. Jestem na dnie. Pozostawiona sama sobie. Zagubiona. Bezbronna. Czuję, że grunt pod nogami osuwa się coraz bardziej. Gorący powiew buchnął w twarz. Przerażenie w oczach. Czuje ze wrota piekieł otwierają się. Stoję przed bramą sparaliżowana. Dezorientacja. Chcę zrobić krok w przód – nie mogę. Zimny pot oblewa mnie. Oddech przyśpiesza. Nieprzyjemny dreszcz owładnął moim ciałem. Ewakuacja. Cofam się w tył, przyjmując bezpieczną postawę. Słyszę szept. Z oddali wydobywa się cichy głos. Podążam za nim, wsłuchując się w słowa. Nic nie rozumiem. Boje się. Brakuje odwagi, ale ciekawość zwycięża. Niepewnie stawiam krok za krokiem. Zbliżam się. Stop. Dalej nie mogę przejść. Niewidzialny mur odgradza mnie od celu. Szukam przejścia. Bez skutku. Stoję w miejscu. Brak sił uniemożliwia dalszą przeprawę. Opadam bezwładnie na ziemie. Otwieram oczy. Znów stoję przed wrotami piekieł. Znów ten sam mętlik. Myśli krążą chaotycznie w mojej głowie. Nie mogę się skupić. Brak zdecydowania. Analizuję drogi. W środku aż gotuje się od emocji. Boję się że nastąpi kumulacja. To co ukrywane ujrzy światło dzienne. Odrodzi się od nowa. Wszystko wybuchnie niczym lawa podczas erupcji wulkanu. Nie chce. Nie jestem gotowa. Bronię się starając się odciąć od uczuć. Poczucie pustki zaczyna doskwierać. Brak adrenaliny. Ponosi mnie. Szukam pretekstu. Totalne zawieszenie. Nic nie czuję. Nie istnieje. Pustka jest nie do zniesienia. Lęk nie do wytrzymania. Ciśnienie wzrasta. Pojawia się złość a za nią myśli jak pociski wystrzelone z karabinu. Jedna za druga. Chaos. Zupełna dezorganizacja. Napięcie potęguje a chęć samozniszczenia jest coraz większa. Znów mętlik i ból. Ten cholerny ból wewnątrz mnie. To on sieje spustoszenie. Jest odpowiedzialny za wszystko. Codzienność, szara codzienność. Zegar zaczął odmierzać czas. Wyścig zaczęty. Stawka jest wysoka. Toczy się walka. Walka o życie. Moje życie.

Mętlik

Znów mętlik dopada. W głowie milion myśli krąży. Przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Przed oczami obrazy tamtych lat. Wstyd. Uczucie nienawiści zaczyna towarzyszyć. Czuję się nieswojo. Pustka powoli wkrada się w życie. Znów chaos. Nie daję już rady. Nuda. Brak doznań. Spokój. Zawieszenie. Nakręcam się choć nie chce. To silniejsze ode mnie. Chcę czuć. Czuć ze żyje. Ze istnieje. Przywołuję przykre wspomnienia. Łza w oku się kreci. Poczucie winy doskwiera. Pamiętam ten dzień. Ten przeklęty dzień. Jakby był wczoraj. Ten dotyk. Wzrok. Oddech. Mój strach. Ból. Nienawidzę się za to. Nienawidzę życia. Zły dotyk. Gwałt. Ilekroć występował, czułam to samo. Upokorzenie. Wstyd. Strach. Bezsilność. Czuję się jak dziwka. Chce zmyć z siebie ten brud. Nie potrafię. Muszę cierpieć. Zasłużyłam na to. To ja prowokowałam. To ja jestem winna. Nic nie zrobiłam. Dałam przyzwolenie. Zwykła szmata ze mnie.

Matrix

Od kilku dni czuje się jak w innym wymiarze. Matrix. Chaos myśli. Odrealnienie. Wszystko dochodzi do mnie jakby przytłumione. Jakbym była oddzielona od świata szklaną szyba. Słowa, myśli, uczucia – niewyraźne. Niemoc odczuwania. Pojawia się strach, silny niepokój. Wszystko staje się takie obce. Otoczenie obce. Ja jestem obca. Mój głos. Moje ciało. Moje myśli. Uczucia. Zniekształcona percepcja otaczającego mnie świata. Coś odcina mnie od rzeczywistości. Bo jak to wytłumaczyć? A może zaczynam wariować? Logika z popieprzeniem wzajemnie się przeplata. Nie ogarniam tego. Mam dość. Lęk mnie przepełnia. Ten cholerny lek. Bezradność. Frustracja. Mętlik. To to co czuje w tej chwili.

Depresji ciąg dalszy

Mam dosyć. Nie daję już rady. Znów nie poszłam dzisiaj do pracy. Znów cały dzień przeleżałam w łóżku. Znów dopadły mnie lęki. Czuję że postradałam zmysły, zaczynam wariować. Wszystko mnie denerwuje i wpadam we wściekłość. Roznosi mnie od środka. Boję się, że stracę nad sobą całkowitą kontrolę i zamkną mnie w wariatkowie. Nie chcę tak żyć, nie potrafię dłużej udawać że jest w porządku. Zaczynam znów toczyć walkę z samą sobą. Chcę umrzeć. Zakończyć ten żywot. Nie czuć. Nie myśleć. Nie cierpieć.

Obłęd

Zwariowałam. Z każdym dniem jest coraz gorzej. Te myśli są straszne. Tak bardzo się boje. Nie wiem co się dzieje. Wszystko jest takie obce. Kompletne odrealnienie. Oderwanie od rzeczywistości. To nieracjonalne. Panikuje. Te cholerne lęki. Nienawidzę ich. Mój strach je potęguje. Wpadam w obłęd. Pojawiają się łzy. Potwornie się boje. Próbowałam zasnąć. Obudziłam się z przerażeniem. Śnił mi się gwałt. Znów czuję ten strach, ból. Ból nie do zniesienia. Czuję ten dotyk, oddech. Upokorzenie. Jestem na skraju wyczerpania. Ten ból jest nie do wytrzymania. Nie chcę już czuć, bać się, myśleć. Nie daję już rady. To mnie przerasta. To jakiś obłęd.

Odrealnienie

Dziś się obudziłam z poczuciem odrealnienia. Dosłownie jakiś matrix. Znów tracę swoją tożsamość. Zastanawiam się kim jestem i co jest grane. Zero uczuć. Jakbym nie istniała. Wszystko wydaje się takie obce. Zawieszenie, jakbym była w innej rzeczywistości. Totalny chaos w głowie. Znów pojawia się ten cholerny lęk i poczucie odchodzenia od zmysłów. Zaczynam tracić kontakt z rzeczywistością. Strach zagłusza racjonalne myślenie. Nie potrafię okiełznać tego wszystkiego. Rozdrażnienie i niepewność zaczyna towarzyszyć. Jestem przerażona jak kilkuletnie dziecko

Brak motywacji

Ehh… znów nie poszłam dzisiaj do pracy. Nie miałam siły. Spadek motywacji i depresyjny nastrój. Najchętniej zaszyłabym się w łóżku i z niego nie wychodziła. Jestem zniechęcona, wycofana, przybita, bez siły i motywacji do życia. 
Ostatnio czuję ze moja depresja się nasiliła i zwaliła mnie z nóg. Szczerze nie pamiętam kiedy ostatnio tak się czułam. Z każdym dniem jest coraz gorzej. Zauważyłam bardzo duży spadek formy bez żadnej przyczyny. Sama nie potrafię tego zrozumieć i zaakceptować. Chwilowo borderline ustąpiło miejsca depresyjnym stanom. Muszę się w końcu przebudzić z tego letargu, ale jak to zrobić gdy brakuje samozaparcia. Przydałoby się odpocząć od życia.

© 2017 Życie na krawędzi

Theme by Anders NorenUp ↑